sobota, 14 listopada 2015

Cukrzyca i dzieci...

Są takie same jak inne dzieci. Mają takie same marzenia. Biegają, chodzą na balet, grają w piłkę nożną, jeżdżą na nartach, rolkach czy sankach. Lubią rysować, dokuczać, przytulać się. W ich plecakach obok piórnika i pojemnika z drugim śniadaniem znaleźć można glukometr i pen z insuliną. Niektórzy, przy pasku spodni mają pompę insulinową, a ich małe paluszki są pokłute igłami. O kim mowa? O dzieciakach chorych na cukrzycę typu 1.

Ponieważ w naszym społeczeństwie nadal funkcjonuje wiele nieprawdziwych opinii na temat cukrzycy, a materiał wyemitowany w TVP w programie "Pytanie na śniadanie" wzbudził poruszenie wśród rodziców chorujących dzieciaków pozwólcie, że w Światowym Dniu Cukrzycy po raz kolejny, wraz z tatą Niny opowiemy Wam o tej chorobie.

Cukrzyca typu 1 jest chorobą nieuleczalną. Najczęściej dotyczy dzieci, młodzieży oraz osób do 30 roku życia. Nie jest związana ze złą dietą i jedzeniem słodyczy (ile razy słyszeliście lub sami mówiliście - nie jedz tyle słodkiego, bo zachorujesz na cukrzycę?). 

Skoro nie zła dieta i słodycze, to co?
W trzustce znajdują się komórki β i to one produkują insulinę - hormon niezbędny do prawidłowego metabolizmu cukru (węglowodanów). Komórki β są niszczone przez organizm chorego, a co za tym idzie pojawia się znaczny niedobór insuliny. W krwi jest wysokie stężenie cukru ale komórki (one cukru potrzebują do życia), których nie pobudza insulina nie pobierają cukru z tej krwi. Dodatkowo wątroba uwalnia zmagazynowaną glukozę - bo skoro komórkom jej brakuje to trzeba je wspomóc. W ten sposób poziom cukru w organizmie rośnie.

Cukrzycę da się wyleczyć?
Jak już wcześniej wspomniałam cukrzyca typu 1 jest chorobą nieuleczalną i wymaga podawania insuliny przez całe życie. Tylko w ten sposób można utrzymywać prawidłowy metabolizm cukru w organizmie. Chory na cukrzycę typu 1 musi mierzyć poziom cukru za pomocą glukometru nawet 10-15 razy na dobę. Także w nocy. Niestety chorzy na cukrzycę typu 1 narażeni są na epizody nagłego spadku cukru, więc samokontrola jest bardzo ważna. Wielu chorujących do podawania insuliny używa pompy insulinowej. Urządzenie to ma za zadanie zastąpić chorą trzustkę. Chory musi jednak stale obserwować swój stan, bo to on decyduje o podaży insuliny przez pompę.

A odpowiednia dieta?
Nie ma diety cukrzycowej. Chorzy na cukrzycę typu 1 powinni odżywiać się, zgodnie z zasadami zdrowego żywienia - tak jak odżywiać powinien się każdy z nas. Muszą jednak liczyć węglowodany, białka i tłuszcze i podawać odpowiednią dawkę insuliny. 

Wysiłek fizyczny?
Odpowiedni wysiłek fizyczny jest bardzo wskazany w cukrzycy. Wymaga jednak od choregi dużej samodyscypliny. 

Dzieci chore na cukrzycę typu 1 poza chorobą nie różnią się niczym od swoich zdrowych rówieśników. Mogą i powinny chodzić do przedszkola i szkoły oraz brać udział we wszystkich zajęciach. Dzieci z cukrzycą typu 1 doskonale wiedzą jak mają sobie zmierzyć cukier czy podać insulinę. Te starsze często nie potrzebują pomocy dorosłych! Potrzebują tylko zrozumienia, tolerancji i... wiedzy! Wiedzy o tym czym jest ich choroba!

Niestety choroba ta wiąże się z różnymi powikłaniami. Podanie zbyt dużej dawki insuliny, opóźniony posiłek, zbyt długi, nieskontrolowany wysiłek fizyczny mogą doprowadzić do nagłego spadku cukru - hipoglikemii. W takiej sytuacji cukrzycy niejednokrotnie traktowani byli jak osoby pod wpływem alkoholu. 
Jakie są objawy hipoglikemii oraz jak pomóc cukrzykowi pisaliśmy TUTAJ

 

piątek, 6 listopada 2015

Jak nie dać się zabić na drodze.

Tyle akcji społecznych, nagłaśniania w telewizji, nawet mandat z tego tytułu można dostać - i co? I nic!

Jeszcze październikowe popołudnie. Jest 17:02. Wsiadamy do naszej "Zośki" i jedziemy do znajomych. Do takich znajomych, do których jeździ się średnio raz w tygodniu na kiełbaskę z ogniska czy wspólny obiad. Zapada zmrok. Mijamy ostatnie zabudowania. Przed nami długa prosta droga. Teren niezabudowany. Z obu stron las. Żadnego oświetlenia. Niby ograniczenie do 90km/h, a Tata Dzieciaków jedzie wolniej. "Mówiłem Ci, że w zeszłym tygodniu Z. miał tu spotkanie z łosiem?" "Z kim?" - dopytuję. "Nie z kim, a z czym. Łoś mu przebiegł przed maską samochodu" - wytłumaczył mi spokojnie małżonek. Nie zdążył dokończyć kiedy nacisnął na pedał hamulca i odbił lekko kierownicą w lewo.  "Widziałaś" - spytał. A no widziałam... i nie był to łoś. Sarna też nie! Widziałam pieszego. Pieszego, którego zauważyliśmy w ostatniej chwili. Pieszego, który miał na sobie ciemne spodnie, ciemną kurtkę, kaptur na głowie i żadnego odblasku... Ominęliśmy tego człowieka ale czy kolejnym kierowcom się udało?

Tego samego dnia wieczorem dostałam wiadomość od przyjaciółki, mieszkającej obecnie w Niemczech: "Byłam na nordic walking. Ponad godzinę. Rany ile tu grup się spotyka! Na tym samym parkingu spotyka się też grupa biegaczy. Wszyscy w kamizelkach odblaskowych. Kto chce to przychodzi. Warunek - koszulka odblaskowa." 

Skąd taka różnica? Dlaczego u nas tak wiele osób porusza się po zmroku, w terenie gdzie nie ma chodnika, gdzie nie ma ograniczenia prędkości bez odblasków? Brak świadomości? Lenistwo? No bo chyba nie finanse? Brałam udział w na prawdę wielu festynach, pokazach czy szkoleniach podczas których KAŻDY, nie tylko dziecko mógł dostać odblask - opaskę na rękę, breloczek w różnorodnych kształtach, chusty na szyję czy wspomnianą kamizelkę! Ja rozumiem, że chodzenie w żółtej kamizelce jest obciachowe ale tu chodzi o nasze bezpieczeństwo. O życie...

Myślicie, że idąc po zmroku poboczem, w nieoświetlonym terenie, w ciemnym ubraniu jesteście widoczni dla kierowców? Jesteście. Aż z 20 metrów! A wiecie jaka jest droga hamowania samochodu poruszającego się z prędkością 50km/h? Około 30 metrów. Co dają odblaski? Niewielką różnicę? Jeśli macie na sobie elementy odblaskowe kierowca jest w stanie zauważyć Was z odległości 150 - 300 metrów!
Strzałką oznaczony jest pieszy. Odległość od samochodu to 50 kroków. Fot. W. Drewka
Pewnie zapytacie mnie czy noszę odblaski na co dzień? Nie. Nie noszę. Poruszam się w większości samochodem lub w terenie miejskim. W mojej torebce mieszka jednak (wraz z rękawiczkami i maseczką do resuscytacji czerwony odblaskowy miś). W samochodzie mamy dwie odblaskowe kamizelki. Nie są schowane głęboko w bagażniku. Są w skrytce pod siedzeniem pasażera tak, żeby w razie potrzeby można było je szybko wyjąc. Bluza w której biegam, nasze kurtki zimowe i te w których chodzimy po górach mają wszyte odblaskowe elementy, podobnie z resztą jak jesienne i zimowe kurtki Dzieciaków. 

No właśnie... Dzieci... To z nich powinniśmy brać przykład! Ba! Sami przypinamy im do tornistrów elementy odblaskowe! Bo chcemy, żeby były bezpieczne! Widoczne! Zróbmy to samo dla siebie!

A może do noszenia odblaskowych elementów przekona Was jeden z dyktatorów mody -  Karl Lagerfeld?

Zdjęcie z francuskiej kampanii społecznej.