wtorek, 28 lipca 2015

Hej w góry, góry!

Tydzień. Tyle pozostało do naszego tegorocznego wakacyjnego wyjazdu. Po zeszłorocznych mazurskich przygodach, tym razem postanowiliśmy postawić na górskie wędrówki. Starszy Dzieciak pierwsze górskie kroki stawiał na szlakach tatrzańskich dolinek trzy lata temu. Młodszy pokonywał te same trasy albo w wózku, albo w nosidle - na plecach taty. 

Wybierając się w góry, nawet te najniższe, przede wszystkim planuj. Pamiętaj żeby trudność trasy i jej długość dobierać pod kątem umiejętności najmłodszego wędrowca. Jeżeli na wędrówkę wybierasz się z przedszkolakiem czas przejścia, pokazany na mapie musisz podwoić. Skąd czerpać informacje na temat szlaków? Po pierwsze przewodniki, po drugie mapy, po trzecie internet. Na wielu forach dotyczących turystyki górskiej znajdziesz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania. Jeśli chodzi o dzieciaki polecam facebookowy profil Góry z dzieckiem, gdzie znajdziesz wiele porad dotyczących tras, sprzętu czy zabezpieczeń. 

Wycieczka zaplanowana? Czas na pakowanie plecaka. Wybierając się na wędrówkę z dziećmi musimy pamiętać o wielu elementach, zwłaszcza jeżeli zamierzamy na górskich szlakach spędzić cały dzień. W naszym plecaku znaleźć się muszą kurtki przeciwdeszczowe, skarpety dla wszystkich, komplet ubrania na zmianę dla malucha, nakrycie głowy, buty na zmianę, krem z filtrem UV, preparat na komary, chusteczki nawilżone. Co prawda ten etap już za nami ale wędrując z niemowlakiem w plecaku nie może zabraknąć pampersów, maty, na której malucha można przewinąć oraz worków na śmieci. Ilość wody, kanapek, owoców i ulubionych przekąsek również uzależniamy od długości trasy, którą chcemy pokonać. Oczywiście, w naszym plecaku nie może zabraknąć mapy, kompasu, a w przypadku całodniowych wędrówek - czołówki. Do plecaka zawsze mam doczepioną małą apteczkę.

Myśląc o górskich wędrówkach, nie możemy zapomnieć o odpowiedniej odzieży oraz obuwiu zarówno dla nas, jak i dzieciaków. Podczas wędrówek po tatrzańskich dolinkach my mieliśmy na nogach niskie buty turystyczne, a Starszy Dzieciak wędrował w butach sportowych. W tym roku, jako że zamierzamy zdobywać nie najwyższe ale jednak górskie szczyty, kupiliśmy Dzieciakom w Decathlonie buty turystyczne za kostkę (świetnie sprawdziły się wczesną wiosną podczas spacerów po lesie). Nawet przy pięknej pogodzie w naszym plecaku, na samym dnie, spakowane były lekkie spodnie turystyczne z długimi nogawkami i kurtki przeciwdeszczowe.

Jak już wcześniej wspomniałam Młodszy Dzieciak tatrzańskie dolinki pokonywał w nosidle. Nasze było pożyczone i jeszcze w domu przymierzyliśmy Dzieciaka do nosidła i nosidło do taty. Czym kierować się przy wyborze nosidła? Po pierwsze bezpieczeństwem dziecka, po drugie wygodą dziecka, po trzecie wygodą rodzica. Pamiętajcie, że nosidła plecakowe dedykowane są dzieciom, które samodzielnie siedzą. Nosidło powinno posiadać certyfikat bezpieczeństwa i być wyposażone w pasy bezpieczeństwa, system zabezpieczający przed złożeniem w razie upadku oraz pokrowiec przeciwdeszczowy. Szerokie siedzisko z regulowaną wysokością, regulacja szelek, miękkie wyściełanie czy daszek zabezpieczający przed słońcem zapewnią maluchowi komfortowe warunki podczas wędrówki. Lekki stelaż, szeroki pas biodrowy, pas piersiowy ułatwią wędrówkę osobie, która niesie w nosidle dzieciaka. Więcej szczegółów dotyczących doboru nosidła znajdziecie, na wspomnianym już wcześniej profilu Góry z dzieckiem.

Gdy wyruszasz na górską wędrówkę zostaw w miejscu noclegu informację o planowanej trasie wycieczki oraz planowanym czasie powrotu. W telefonie zapisz numer alarmowy do GOPR/TOPR. Możesz również wyposażyć swojego smartfona w aplikację Ratunek. Górskie wędrówki, zwłaszcza te które mają potrwać cały dzień rozpoczynamy jak najwcześniej.

Tym czasem idę nas pakować. To będzie szalony tydzień!

wtorek, 14 lipca 2015

Dzieci, które bawią się w wodzie robią hałas! Toną w ciszy!

"Kapitan wskoczył do wody w ubraniu, prosto z kabiny i zaczął płynąć sprintem w kierunku ofiary. Jako były ratownik skupił swój wzrok tylko na niej. “On chyba myśli, że się topisz” - powiedział mąż do żony. Wcześniej pryskali na siebie wodą, ona krzyczała, ale teraz już znieruchomieli stojąc po szyję w wodzie na piaskowej mieliźnie. „Przecież wszystko jest w porządku, co on wyprawia?” - zapytała żona, nieco zirytowana. Mąż krzyknął  - „Wszystko w porządku!” i zaczął machać do kapitana, żeby ten zawrócił. Kapitan dalej twardo płynął w ich kierunku. „Z drogi!” - krzyknął, gdy przepływał między nimi. Dokładnie trzy metry za ich plecami topiła się ich dziewięcioletnia córeczka. Już bezpieczna w ramionach kapitana wybuchła płaczem..."

Wakacje trwają w najlepsze. Niemal każdego dnia docierają do nas informacje o kolejnej ofierze, która utonęła. O tym jak bezpiecznie wypoczywać nad wodą pisaliśmy w zeszłym roku. Tym razem, dzięki artykułowi  "Drowning dosen`t look like drowning", który wpadł mi w ręce w wersji oryginalnej chcę zwrócić Waszą uwagę na coś zupełnie innego.

Jak Waszym zdaniem wygląda osoba tonąca? Nie wiecie? Przecież nie raz widzieliście oglądając "Słoneczny Patrol" jak piękna Pamela Anderson wskakuje do wody na widok machającej rękoma i krzyczącej osoby. Czy tak jest w rzeczywistości? Przeczytaj jeszcze raz zacytowaną część artykułu...

Ludzie toną w ciszy. 
W większości przypadków ludzie, którzy toną nie są w stanie wołać o pomoc! Ich usta znajdują się na przemian nad wodą i pod nią. Są to ułamki sekund, podczas których tonący nie ma czasu na zrobienie wdechu i wydechu, więc tym bardziej nie jest w stanie krzyknąć. Tonący nie potrafią machać rękoma. Odruchowo rozkładają ramiona i wykonują nimi ruchy, które mają pozwolic im utrzymać się nad wodą, nie są w stanie się uspokoić. Tonący cały czas znajduje się w pozycji pionowej i nie jest w stanie machać nogami.

Cała walka trwa 20 - 60 sekund!  Przerażające? 

Oczywiście, są osoby które głośno wołają o pomoc. To Ci, którzy doświadczają tzw. "rozpaczy wodnej". Stan ten nie trwa długo, i w przeciwieństwie do prawdziwego topienia się, poszkodowani współpracują z ratownikami, chociażby chwytając za rzucone do nich koło ratunkowe.

Jak wygląda tonący?
  • głowa znajduje się w wodzie, usta tuż nad nią
  • głowa jest pochylona do przodu, a usta są otwarte
  • oczy są szklane, a spojrzenie puste
  • oczy są zamknięte
  • włosy spadają na czoło lub oczy
  • znajduje się w pozycji pionowej, a jego nogi nie pracują
  • gwałtownie łapie powietrze
  • próbuje płynąć ale stoi w miejscu
  • próbuje płynąć na plecach

"Dzieci, które bawią się w wodzie robią hałas! 
Jeśli ucichną podpłyń do nich i dowiedz się co jest grane!"

środa, 8 lipca 2015

Pewna koza z Kadzidłowa...

Tegoroczny urlop jeszcze przed nami. Dzieciaki jednak często wspominają zeszłoroczne wakacje, które spędziliśmy na mazurach. W pamięci utkwiła im pewna natarczywa koza... Park Dzikich zwierząt w Kadzidłowie, bo stamtąd pochodzi wspomniana powyżej zwierzyna, znajduje się w Puszczy Piskiej - 15 km od Mikołajek, 12 km od Rucianego - Nidy oraz 25 km od Mrągowa i jest jednym z najciekawszych miejsc jakie odwiedziliśmy z Dzieciakami. Choć do Parku dojeżdża się boczną, wyboistą drogą nie ma najmniejszego problemu z odnalezieniem tego miejsca, a to dlatego że dojazd jest bardzo dobrze oznakowany. Park ma na celu pokazanie zwierząt żyjących na terenie naszego kraju, a jego umiejscowienie pozwala na przebywanie zwierzętom w warunkach bardzo zbliżonych do naturalnych. Bilety wstępu są w cenie 18 oraz 9 zł. Dzieci do 3 roku życia nie płacą za zwiedzanie. Pierwsza grupa wyrusza spod kasy o godzinie 9:30. Park zamykany jest o godzinie 18:00

Zwiedzanie parku, który położony jest na ogromny terenie, rozpoczęliśmy od poznania rodziny danieli. Jeden z nich postanowił towarzyszyć nam w dalszej podróży, bo część mieszkańców Parku jest zaprzyjaźniona z ludźmi i tylko czeka na paszę (pokrojone jabłko oraz marchew), którą można zakupić w kasie i bezkarnie, pod okiem przewodnika  karmić nią wskazane zwierzęta. Po parku oprowadza nas przewodnik, który opowiada o mieszkańcach, ich zwyczajach, biologii czy konieczności ochrony. 


Podczas półtoragodzinnego spaceru Dzieciaki stawały na jednej nodze jak czapla, rozczulały się przy maleńkich danielach, pytały "czy to te bociany przynoszą dzieci", zaglądały w oczy małym puchaczom, biegały pomiędzy koziołkami, zatykały nos przechodząc obok dzików, zachwycały się ogromnym łosiem i w ciszy wypatrywały wilków... Niebywałą przyjemność obcowania z kozami, a raczej jedną natrętną kozą miałam ja! Skubana wyczuła marchewkę i jabłka ukryte w mojej torbie i za żadne skarby nie chciała ode mnie odejść! Wręcz przeciwnie kręciła się obok, podskakiwała, wtykała nos do torby. Z opresji wybawili mnie inni zwiedzający, którzy postanowili nakarmić głodomora.






Półtoragodzinna wędrówka pomiędzy poszczególnymi zagrodami minęła nam bardzo szybko, z czego Dzieciaki nie były zadowolone. Ogromną frajdę sprawiło im obcowanie ze zwierzętami, możliwość obejrzenia ich z bliska, nie wspominając o karmieniu. To, co może sprawiać trudność w zwiedzaniu to drewniane schody, które pokonywaliśmy podczas przechodzenia między zagrodami. Rodzicom z maluchami w wózkach polecamy przesadzenie dziecka do chusty czy nosidełka.