sobota, 14 listopada 2015

Cukrzyca i dzieci...

Są takie same jak inne dzieci. Mają takie same marzenia. Biegają, chodzą na balet, grają w piłkę nożną, jeżdżą na nartach, rolkach czy sankach. Lubią rysować, dokuczać, przytulać się. W ich plecakach obok piórnika i pojemnika z drugim śniadaniem znaleźć można glukometr i pen z insuliną. Niektórzy, przy pasku spodni mają pompę insulinową, a ich małe paluszki są pokłute igłami. O kim mowa? O dzieciakach chorych na cukrzycę typu 1.

Ponieważ w naszym społeczeństwie nadal funkcjonuje wiele nieprawdziwych opinii na temat cukrzycy, a materiał wyemitowany w TVP w programie "Pytanie na śniadanie" wzbudził poruszenie wśród rodziców chorujących dzieciaków pozwólcie, że w Światowym Dniu Cukrzycy po raz kolejny, wraz z tatą Niny opowiemy Wam o tej chorobie.

Cukrzyca typu 1 jest chorobą nieuleczalną. Najczęściej dotyczy dzieci, młodzieży oraz osób do 30 roku życia. Nie jest związana ze złą dietą i jedzeniem słodyczy (ile razy słyszeliście lub sami mówiliście - nie jedz tyle słodkiego, bo zachorujesz na cukrzycę?). 

Skoro nie zła dieta i słodycze, to co?
W trzustce znajdują się komórki β i to one produkują insulinę - hormon niezbędny do prawidłowego metabolizmu cukru (węglowodanów). Komórki β są niszczone przez organizm chorego, a co za tym idzie pojawia się znaczny niedobór insuliny. W krwi jest wysokie stężenie cukru ale komórki (one cukru potrzebują do życia), których nie pobudza insulina nie pobierają cukru z tej krwi. Dodatkowo wątroba uwalnia zmagazynowaną glukozę - bo skoro komórkom jej brakuje to trzeba je wspomóc. W ten sposób poziom cukru w organizmie rośnie.

Cukrzycę da się wyleczyć?
Jak już wcześniej wspomniałam cukrzyca typu 1 jest chorobą nieuleczalną i wymaga podawania insuliny przez całe życie. Tylko w ten sposób można utrzymywać prawidłowy metabolizm cukru w organizmie. Chory na cukrzycę typu 1 musi mierzyć poziom cukru za pomocą glukometru nawet 10-15 razy na dobę. Także w nocy. Niestety chorzy na cukrzycę typu 1 narażeni są na epizody nagłego spadku cukru, więc samokontrola jest bardzo ważna. Wielu chorujących do podawania insuliny używa pompy insulinowej. Urządzenie to ma za zadanie zastąpić chorą trzustkę. Chory musi jednak stale obserwować swój stan, bo to on decyduje o podaży insuliny przez pompę.

A odpowiednia dieta?
Nie ma diety cukrzycowej. Chorzy na cukrzycę typu 1 powinni odżywiać się, zgodnie z zasadami zdrowego żywienia - tak jak odżywiać powinien się każdy z nas. Muszą jednak liczyć węglowodany, białka i tłuszcze i podawać odpowiednią dawkę insuliny. 

Wysiłek fizyczny?
Odpowiedni wysiłek fizyczny jest bardzo wskazany w cukrzycy. Wymaga jednak od choregi dużej samodyscypliny. 

Dzieci chore na cukrzycę typu 1 poza chorobą nie różnią się niczym od swoich zdrowych rówieśników. Mogą i powinny chodzić do przedszkola i szkoły oraz brać udział we wszystkich zajęciach. Dzieci z cukrzycą typu 1 doskonale wiedzą jak mają sobie zmierzyć cukier czy podać insulinę. Te starsze często nie potrzebują pomocy dorosłych! Potrzebują tylko zrozumienia, tolerancji i... wiedzy! Wiedzy o tym czym jest ich choroba!

Niestety choroba ta wiąże się z różnymi powikłaniami. Podanie zbyt dużej dawki insuliny, opóźniony posiłek, zbyt długi, nieskontrolowany wysiłek fizyczny mogą doprowadzić do nagłego spadku cukru - hipoglikemii. W takiej sytuacji cukrzycy niejednokrotnie traktowani byli jak osoby pod wpływem alkoholu. 
Jakie są objawy hipoglikemii oraz jak pomóc cukrzykowi pisaliśmy TUTAJ

 

piątek, 6 listopada 2015

Jak nie dać się zabić na drodze.

Tyle akcji społecznych, nagłaśniania w telewizji, nawet mandat z tego tytułu można dostać - i co? I nic!

Jeszcze październikowe popołudnie. Jest 17:02. Wsiadamy do naszej "Zośki" i jedziemy do znajomych. Do takich znajomych, do których jeździ się średnio raz w tygodniu na kiełbaskę z ogniska czy wspólny obiad. Zapada zmrok. Mijamy ostatnie zabudowania. Przed nami długa prosta droga. Teren niezabudowany. Z obu stron las. Żadnego oświetlenia. Niby ograniczenie do 90km/h, a Tata Dzieciaków jedzie wolniej. "Mówiłem Ci, że w zeszłym tygodniu Z. miał tu spotkanie z łosiem?" "Z kim?" - dopytuję. "Nie z kim, a z czym. Łoś mu przebiegł przed maską samochodu" - wytłumaczył mi spokojnie małżonek. Nie zdążył dokończyć kiedy nacisnął na pedał hamulca i odbił lekko kierownicą w lewo.  "Widziałaś" - spytał. A no widziałam... i nie był to łoś. Sarna też nie! Widziałam pieszego. Pieszego, którego zauważyliśmy w ostatniej chwili. Pieszego, który miał na sobie ciemne spodnie, ciemną kurtkę, kaptur na głowie i żadnego odblasku... Ominęliśmy tego człowieka ale czy kolejnym kierowcom się udało?

Tego samego dnia wieczorem dostałam wiadomość od przyjaciółki, mieszkającej obecnie w Niemczech: "Byłam na nordic walking. Ponad godzinę. Rany ile tu grup się spotyka! Na tym samym parkingu spotyka się też grupa biegaczy. Wszyscy w kamizelkach odblaskowych. Kto chce to przychodzi. Warunek - koszulka odblaskowa." 

Skąd taka różnica? Dlaczego u nas tak wiele osób porusza się po zmroku, w terenie gdzie nie ma chodnika, gdzie nie ma ograniczenia prędkości bez odblasków? Brak świadomości? Lenistwo? No bo chyba nie finanse? Brałam udział w na prawdę wielu festynach, pokazach czy szkoleniach podczas których KAŻDY, nie tylko dziecko mógł dostać odblask - opaskę na rękę, breloczek w różnorodnych kształtach, chusty na szyję czy wspomnianą kamizelkę! Ja rozumiem, że chodzenie w żółtej kamizelce jest obciachowe ale tu chodzi o nasze bezpieczeństwo. O życie...

Myślicie, że idąc po zmroku poboczem, w nieoświetlonym terenie, w ciemnym ubraniu jesteście widoczni dla kierowców? Jesteście. Aż z 20 metrów! A wiecie jaka jest droga hamowania samochodu poruszającego się z prędkością 50km/h? Około 30 metrów. Co dają odblaski? Niewielką różnicę? Jeśli macie na sobie elementy odblaskowe kierowca jest w stanie zauważyć Was z odległości 150 - 300 metrów!
Strzałką oznaczony jest pieszy. Odległość od samochodu to 50 kroków. Fot. W. Drewka
Pewnie zapytacie mnie czy noszę odblaski na co dzień? Nie. Nie noszę. Poruszam się w większości samochodem lub w terenie miejskim. W mojej torebce mieszka jednak (wraz z rękawiczkami i maseczką do resuscytacji czerwony odblaskowy miś). W samochodzie mamy dwie odblaskowe kamizelki. Nie są schowane głęboko w bagażniku. Są w skrytce pod siedzeniem pasażera tak, żeby w razie potrzeby można było je szybko wyjąc. Bluza w której biegam, nasze kurtki zimowe i te w których chodzimy po górach mają wszyte odblaskowe elementy, podobnie z resztą jak jesienne i zimowe kurtki Dzieciaków. 

No właśnie... Dzieci... To z nich powinniśmy brać przykład! Ba! Sami przypinamy im do tornistrów elementy odblaskowe! Bo chcemy, żeby były bezpieczne! Widoczne! Zróbmy to samo dla siebie!

A może do noszenia odblaskowych elementów przekona Was jeden z dyktatorów mody -  Karl Lagerfeld?

Zdjęcie z francuskiej kampanii społecznej.

wtorek, 14 lipca 2015

Dzieci, które bawią się w wodzie robią hałas! Toną w ciszy!

"Kapitan wskoczył do wody w ubraniu, prosto z kabiny i zaczął płynąć sprintem w kierunku ofiary. Jako były ratownik skupił swój wzrok tylko na niej. “On chyba myśli, że się topisz” - powiedział mąż do żony. Wcześniej pryskali na siebie wodą, ona krzyczała, ale teraz już znieruchomieli stojąc po szyję w wodzie na piaskowej mieliźnie. „Przecież wszystko jest w porządku, co on wyprawia?” - zapytała żona, nieco zirytowana. Mąż krzyknął  - „Wszystko w porządku!” i zaczął machać do kapitana, żeby ten zawrócił. Kapitan dalej twardo płynął w ich kierunku. „Z drogi!” - krzyknął, gdy przepływał między nimi. Dokładnie trzy metry za ich plecami topiła się ich dziewięcioletnia córeczka. Już bezpieczna w ramionach kapitana wybuchła płaczem..."

Wakacje trwają w najlepsze. Niemal każdego dnia docierają do nas informacje o kolejnej ofierze, która utonęła. O tym jak bezpiecznie wypoczywać nad wodą pisaliśmy w zeszłym roku. Tym razem, dzięki artykułowi  "Drowning dosen`t look like drowning", który wpadł mi w ręce w wersji oryginalnej chcę zwrócić Waszą uwagę na coś zupełnie innego.

Jak Waszym zdaniem wygląda osoba tonąca? Nie wiecie? Przecież nie raz widzieliście oglądając "Słoneczny Patrol" jak piękna Pamela Anderson wskakuje do wody na widok machającej rękoma i krzyczącej osoby. Czy tak jest w rzeczywistości? Przeczytaj jeszcze raz zacytowaną część artykułu...

Ludzie toną w ciszy. 
W większości przypadków ludzie, którzy toną nie są w stanie wołać o pomoc! Ich usta znajdują się na przemian nad wodą i pod nią. Są to ułamki sekund, podczas których tonący nie ma czasu na zrobienie wdechu i wydechu, więc tym bardziej nie jest w stanie krzyknąć. Tonący nie potrafią machać rękoma. Odruchowo rozkładają ramiona i wykonują nimi ruchy, które mają pozwolic im utrzymać się nad wodą, nie są w stanie się uspokoić. Tonący cały czas znajduje się w pozycji pionowej i nie jest w stanie machać nogami.

Cała walka trwa 20 - 60 sekund!  Przerażające? 

Oczywiście, są osoby które głośno wołają o pomoc. To Ci, którzy doświadczają tzw. "rozpaczy wodnej". Stan ten nie trwa długo, i w przeciwieństwie do prawdziwego topienia się, poszkodowani współpracują z ratownikami, chociażby chwytając za rzucone do nich koło ratunkowe.

Jak wygląda tonący?
  • głowa znajduje się w wodzie, usta tuż nad nią
  • głowa jest pochylona do przodu, a usta są otwarte
  • oczy są szklane, a spojrzenie puste
  • oczy są zamknięte
  • włosy spadają na czoło lub oczy
  • znajduje się w pozycji pionowej, a jego nogi nie pracują
  • gwałtownie łapie powietrze
  • próbuje płynąć ale stoi w miejscu
  • próbuje płynąć na plecach

"Dzieci, które bawią się w wodzie robią hałas! 
Jeśli ucichną podpłyń do nich i dowiedz się co jest grane!"

wtorek, 30 czerwca 2015

Parzący Barszcz!

Gdzieś na facebooku mignął mi ostatnio artykuł, a raczej ostrzeżenie dotyczące oparzenia. Oparzenia nietypowego, bo spowodowanego rośliną o nazwie barszcz Sosnowskiego. Co to za roślina? Skąd się wzięła w naszym kraju i dlaczego jest taka niebezpieczna? Już odpowiadamy na te pytania.

Zacznijmy od tego czym jest i jak wygląda barszcz Sosnowskiego.
Barszcz Sosnowskiego, tak jak i barszcz olbrzymi to rośliny z rodziny selerowatych. Należą do największych roślin zielonych w Polsce. Osiągają wysokość 5 metrów, a czasem nawet więcej. Łodyga barszczu ma grubość 8 -12 cm, a w środku jest pusta. Roślina ta posiada bardzo duże liście, osiągające długość 1,5 metra. Ogromne blachy kwiatów w kolorze białym lub różowym mogą osiągać wielkość 30 - 75 cm. Kwiaty wydzielają specyficzny zapach, przypominający świeżo skoszone siano (kumaryna). Roślina ta bardzo często mylona jest z nieszkodliwym łopianem czy barszczem zwyczajnym.

Barszcz Sosnowskiego pochodzi ze wschodniej Azji, a dokładniej z masywu Kaukazu. Do Polski przywędrował w drugiej połowie XX wieku z byłego ZSRR jako roślina paszowa. Ze względu na trudności ze zbiorem tej ogromnej rośliny oraz oparzeń, które powodowało zaniechano jej uprawy. Mięso oraz mleko pochodzące od zwierząt karmionych barszczem Sosnowskiego miało zapach wspomnianej wcześniej kumaryny. Choć zaniechano uprawy barszczu, ta silnie ekspansywna roślina porastała coraz to nowe tereny. Barszcz Sosnowskiego można spotkać w całym kraju, szczególnie na terenach byłych PGR-ów, na skrajach łąk, pól i lasów. Roślina ta masowo występuje na terenach Podhala.

Dlaczego roślina ta jest tak niebezpieczna dla człowieka?
Barszcz zawiera olejek eteryczny, w którego skład wchodzi funokumaryna. Ten związek chemiczny ma bronić roślinę przed owadami i patogenami. Dla człowieka jest jednak niebezpieczny, a to dlatego że powoduje zwiększenie wrażliwości komórek na promieniowanie słoneczne. Gdy po kontakcie z rośliną nasza skóra poddana jest ekspozycji na promieniowanie UV lub światło widzialne, dochodzi do uszkodzenia struktur komórkowych i rozwoju ostrej reakcji zapalnej. Pierwsze objawy kontaktu z barszczem są widoczne od 30 minut do 2 godzin po ekspozycji. Pojawieniu się objawom poekspozycyjnym sprzyja wilgoć, a reakcję zapalną nasila wysoka temperatura otoczenia. Roślina najbardziej niebezpieczna jest latem, gdy stężenie funokumaryny w soku rośliny jest najwyższe.

Objawy reakcji skórnej przypominają oparzenia I, II i III stopnia:
  • pęcherze wypełnione płynem,
  • rumień,
  • brązowe przebarwienia.
Nie tylko bezpośredni kontakt z barszczem Sosnowskiego jest dla nas niebezpieczny. Funokumaryna znajduje się w olejkach eterycznych wydzielanych przez roślinę. Dlatego też po przebywaniu w jej pobliżu mogą wystąpić:
  • podrażnienia oczu,
  • podrażnienia górnych dróg oddechowych.

Co zrobić gdy dojdzie do kontaktu z barszczem Sosnowskiego?
  1. Zadbaj o własne bezpieczeństwo i bezpieczeństwo innych osób.
  2. Załóż rękawiczki.
  3. Skórę umyj i osłoń przed słońcem lekkim opatrunkiem i skontaktuj się z lekarzem.
  4. Jeżeli poszkodowany zgłasza swędzenie/pieczenie oczu przemyj je solą fizjologiczną lub czystą wodą. Nie pozwól by poszkodowany pocierał oczy. Skontaktuj się z lekarzem!
  5. Jeżeli poszkodowany ma problemy z oddychaniem natychmiast wezwij pogotowie. 






Pisząc post korzystałam z materiałów dostępnych na http://www.barszcz.edu.pl/ oraz artykułu "Barszcz Sosowskiego - zagrożenia związane z ekspozycją i możliwości przeciwdziałania jej skutkom" M. Kwiatoń,J. Kleszczyński, J. Koch Na Ratunek 6/2014

Zdjęcie barszczu Sosnowskiego pochodzi z wikipedia.org

piątek, 5 czerwca 2015

Lata osa koło nosa...

"Tato, tato zobacz jaki wielki bąk"! - zawołał Starszy Dzieciak. "To nie bąk, a szerszeń kochanie" - odpowiedział tata Dzieciaków. "Tato boję się szerszeni! One mogą ugryźć" - dołączył Młodszy Dzieciak...

Wiosna to czas kiedy wokół nas zaczyna pojawiać się coraz więcej owadów. Wspomniany już szerszeń, pszczoła, osa czy trzmiel należą do grupy owadów błonkoskrzydłych, które w naszym kraju są najniebezpieczniejsze dla ludzi. Spowodowane jest to ich jadem, który może wywołać silną reakcję alergiczną. Są to jednak bardzo rzadkie przypadki. 

Po użądleniu przez owady błonkoskrzydłe najczęściej występuje:
  • zaczerwienienie,
  • miejscowy obrzęk, 
  • ból, 
  • swędzenie w miejscu ukąszenia,
  • ślad po użądleniu lub żądło (owadem, który zostawia żądło po ukąszeniu jest pszczoła).

Postępowanie:
  1. Upewnij się że miejsce, do którego chcesz podejść jest bezpieczne.
  2. Załóż rękawiczki.
  3. Jeżeli w ranie znajduje się żądło spróbuj je delikatnie usunąć np. pensetą, ale nie uciskaj zbiorniczka z jadem! 
  4. Obrzęk i dolegliwości bólowe możesz zmniejszyć przykładając do rany zawinięte w ręcznik kostki lodu.
  5. Jeżeli poszkodowany ma przy sobie leki, które powinien zażyć w takiej sytuacji - przynieś mu je.
  6. Kontroluj stan poszkodowanego.
  7. W przypadku pojawienia się przyspieszonego oddechu, szybkiej pracy serca, duszności, problemów z oddychaniem czy utraty przytomności natychmiast wezwij pogotowie!
  8. Bądź przygotowany do prowadzenia resuscytacji krążeniowo - oddechowej.
Pogotowie wezwij natychmiast gdy:
Poszkodowany mówi, że jest uczulony na jad owadów.
Poszkodowany został użądlony w jamę ustną, szyję.
Poszkodowany został użądlony przez wiele owadów.
U poszkodowanego wystąpiła duża pokrzywka.
Poszkodowany ma problemy z oddychaniem, duszność, chrypkę.


Zdjęcie pszczoły pochodzi z www.pixabay.com

piątek, 15 maja 2015

Pogryzienie przez psa. Co robić?

Co jakiś czas media informują nas o osobach pogryzionych przez psy. Pomijając sytuacje, kiedy wystraszone czy zaszczute psy atakują spokojnie spacerującego człowieka, widząc w nim potencjalne zagrożenie, wielu sytuacji pogryzień można uniknąć. Nikt z nas nie lubi gdy ktoś go szarpie, czy przeszkadza mu podczas spożywania posiłku. Podobnie jest ze zwierzętami. Musimy pamiętać, że pies, z którym się drażnimy może w każdej chwili, mając dość naszych "zabaw" zacząć się bronić. Konsekwencje takiej zabawy mogą okazać się bardzo niemiłe, a czasem wręcz zagrażające zdrowiu, szczególnie małych dzieci. Dlatego powinniśmy uczyć dzieci bezpiecznego kontaktu z psami czy kotami. Należy najmłodszym wytłumaczyć, że ciągnięcie psa za ogon czy uszy nie jest dla niego niczym przyjemnym i w każdej chwili może zacząć się bronić. 

Pogryzienie przez psa może się wiązać z wystąpieniem powierzchownych ran, zadrapań czy otarć, a także głębokich ran kłutych, czy rozległych rany szarpanych, które mogą stanowić bezpośrednie zagrożenie życia, zwłaszcza u małych dzieci.

Udzielając pierwszej pomocy osobie pogryzionej przez psa lub inne zwierzę pamiętaj przede wszystkim o własnym bezpieczeństwie!
Na ranę załóż opatrunek uciskowy.
  1. Upewnij się, że miejsce do którego chcesz podejść jest bezpiecznie.
  2. Jeżeli w pobliżu znajduje się agresywny pies wezwij policję lub straż miejską.
  3. Załóż rękawiczki*.
  4. Na ranę załóż opatrunek uciskowy.
  5. Jeżeli opatrunek przesiąka nie zdejmuj go! Dołóż koleją warstwę. 
  6. Opatrzoną kończynę unieruchom.
  7. Wezwij pogotowie. O zaistniałym zdarzeniu powiadom policję lub straż miejską.
  8. Co minutę kontroluj stan poszkodowanego.

EDIT:
W komentarzu pojawiła się prośba o opisanie postępowania, w przypadku gdy atakuje nas pies.
Przygotowują post szukałam informacji na ten temat. Ponieważ są one różne podam wszystko co znalazłam:
  1. Nie patrz psu prosto w oczy.
  2. Nie uciekaj.
  3. Stań do psa bokiem (nigdy przodem), odwróć lekko głowę unikając kontaktu wzrokowego. Ręce załóż na siebie lub trzymaj luźno wzdłuż tułowia, zaciśnij pięści. Taka pozycja nie oznacza, że się poddajesz, ale że nie masz ochoty na konfrontację. 
  4. Stój nieruchomo.
  5. Jeśli leżysz na ziemi przyjmij pozycję żółwia (podciągnij nogi pod brzuch, ręce zapleć na karku chroniąc go i szyję).
  6. Wycofuj się powoli, najlepiej bokiem. Nie rób nagłych ruchów.

* nasza mała ratowniczka nie posiada na rączkach rękawiczek. Te w najmniejszym rozmiarze są dla niej za duże i spadają z małych rączek.

wtorek, 17 marca 2015

Mamo? A po co ktoś podpalił trawę?

"Mamo, mamo szybko! Patrz strażacy" - woła młodszy dzieciak. Weszłam do sypialni, wyjrzałam przez okno i faktycznie byli strażacy, były dwa wozy bojowe i był kolejny bezsensowny pożar... "Mamo, a po co przyjechała ta straż?" spytał mnie młodszy dzieciak. "No nie wiesz?" - krzyknął starszy dzieciak, zanim ja zdążyłam otworzyć usta. "Jakiś człowiek zapalił łąkę, a straż przyjechała ją ugasić" - wytłumaczyła młodszej siostrze. Niestety z doświadczenia wiem, że nie jest to ostatni pożar trawy w tym roku, w tym miejscu. Tak się dzieje każdej wiosny. Wystarczy kilka cieplejszych dni i strażacy pojawiają się na naszym osiedlu, by gasić płonące łąki. Pojawiają się co kilka dni!

"Mamo, a po co ktoś podpalił trawę?" - spytał młodszy dzieciak. "Bo jest niemądry i niszczy przyrodę" - krzyknął starszy. Niemądry to bardzo delikatne określenie - pomyślałam. Niestety prawda jest taka, że wiele osób wciąż uważa, że wypalenie trawy poprawi jakość gleby, spowoduje szybszy i bujniejszy odrost młodej trawy oraz przyczyni się do zwalczania chwastów. Nic bardziej mylnego! Na skutek wypalenia ziemia wyjaławia się, zahamowany zostaje naturalny rozkład resztek roślinnych. Do atmosfery przedostaje się szereg związków chemicznych będących truciznami zarówno dla ludzi jak i zwierząt. Ginie wiele gatunków pożytecznych mikroorganizmów oraz zwierząt, niszczone są ich miejsca lęgowe, palą się gniazda ptaków. Poza tym wypalenie jest o wiele szybszym sposobem na usunięcie, starej suchej trawy niż jej skoszenie. Tylko czy jest on na pewno bezpieczny?

Pożary traw często wymykają się spod kontroli i przenoszą się na obszary leśne oraz zabudowania gospodarcze powodując ogromne straty materialne.Co roku w Polsce, w pożarach wywołanych wypalaniem traw giną ludzie, w tym podpalacze, przypadkowe osoby oraz strażacy! Każdy pożar to interwencja straży pożarnej, która sporo kosztuje, a koszty tych działań ponosi każdy z nas. No i pozostaje jeszcze jedna ważna kwestia - kiedy strażacy gaszą pożary traw, łąk i nieużytków mogą być potrzebni w innym miejscu, tam gdzie rzeczywiście zagrożone jest zdrowie i życie ludzkie.
 
Duży pożar traw, który zagrażał budynkom mieszkalnym.
A na sam koniec dodam tylko:
„Kto (...) wypala łąki, pastwiska, nieużytki, rowy, pasy przydrożne, szlaki kolejowe, trzcinowiska lub szuwary (…) - podlega karze aresztu albo grzywny” - art 131 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody.


* zdjęcia należą do Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Kielcach

niedziela, 1 marca 2015

Nóż i paluszek równa się odcięty opuszek... Amputacja?! Co robić?

"Mamusiu, a czy tymi nożyczkami mogłabym obciąć sobie palca?" - zapytał mnie Młodszy Dzieciak, który w rękach trzymał moje nożyczki ratownicze. "No, tego jeszcze nie przerabialiśmy" - pomyślałam, a przed oczyma znów pojawił się mój kolega z podstawówki, z nożyczkami wbitymi w rękę. "Oczywiście, że możesz. Dlatego bardzo Cię proszę oddaj mi te nożyczki" - poprosiłam.

Do amputacji urazowych najczęściej dochodzi podczas prac wykonywanych ostrymi narzędziami tnącymi. W domu wystarczy chwila naszej nieuwagi, a ciekawski dzieciak, który będzie chciał przygotować dla nas kanapkę może odciąć sobie fragment paluszka. Współczesna chirurgia pozwala na przyszycie amputowanego fragmentu ciała, a także na przywrócenie jego funkcjonowania. Wiele jednak zależy od naszej odpowiedniej i szybkiej reakcji.

W przypadku amputacji na samym początku krwawienie może być niewielkie. Spowodowane jest to czynnością obronną naszego organizmu - skurczem naczyń krwionośnych. Musisz być czujny, gdyż z czasem krwawienie może się nasilać.

Co zrobić gdy dojdzie do amputacji urazowej?
  1. Załóż rękawiczki*.
  2. Wezwij pogotowie lub poproś kogoś o wykonanie tej czynności.
  3. Unieś kończynę do góry - dzięki temu zmniejszysz ciśnienie krwi, a co za tym idzie sam krwotok.
  4. Uciśnij miejsce powyżej rany.
  5. Załóż opatrunek uciskowy bezpośrednio na ranę. Gdy opatrunek przesiąknie nie zdejmuj go! Dołóż kolejną, identyczną warstwę.
  6. Okryj poszkodowanego folią życia lub kocem i uspokój go.
  7. Co minutę kontroluj stan poszkodowanego. 
  8. Unieś kończynę do góry i załóż opatrunek uciskowy.
  9. Zabezpiecz amputowany fragment ciała:
  • owiń go gazą, 
  • umieść w foliowym worku i zawiąż go,
  • zawiązany worek umieść w worku/pojemniku z wodą i lodem (nigdy nie wkładaj amputowanego fragmentu ciała bezpośrednio do lodu. Nasze działanie ma na calu schłodzenie amputowanej części ciała, dzięki czemu przedłużymy żywotność tkanek i zwiększymy szansę na replantację. Włożenie amputowanej części bezpośrednio do lodu mogłoby doprowadzić do powstania odmrożenia - zniszczenia tkanek).
Amputowany fragment ciała umieść w worku z wodą i lodem.



* nasza mała ratowniczka nie posiada na rączkach rękawiczek. Te w najmniejszym rozmiarze są dla niej za duże i spadają z małych rączek.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Cukrzyca? Co to za choroba?

fot. należy do geekweek.pl
W listopadzie 2013 roku stacja TVN wyemitowała reportaż "pijany cukrem". Jego bohaterem był mężczyzna, który został posądzony o jazdę samochodem pod wpływem alkoholu. Kierujący pojazdem został zatrzymany przez świadków zdarzenia, a na miejsce został wezwany patrol policji. Ponieważ mężczyzna zachowywał się bardzo dziwnie, bełkotał, a w pewnym momencie zaczął uciekać przed reporterem, został obezwładniony przez policjantów. Bohater reportażu nie był pijany. W niedzielę 1 lutego stacja TVN24 opublikowała reportaż o "pijanym" pasażerze autobusu. Mężczyzna dziwnie się zachowywał, był agresywny. Kierowca autobusu podejrzewał, że pasażer jest pod wpływem alkoholu, więc wezwał straż Straż Miejską, która zabrała bohatera reportażu do izby wytrzeźwień. Po przeprowadzonym dwukrotnie badaniu alkomatem okazało się, że człowiek ten nie jest pijany. Co łączy obu panów? CUKRZYCA.

Zacznijmy od tego co to jest cukrzyca.
Cukrzyca jest definiowana jako grupa chorób metabolicznych, charakteryzujących się hiperglikemią - czyli zbyt wysoką ilością cukru we krwi. Hiperglikemia ta wynika z defektu wydzielania lub działania insuliny - hormonu, który odpowiada w naszym organizmie za metabolizm cukrów, białek oraz tłuszczów. U dzieci i młodzieży cukrzyca spowodowana jest zniszczeniem lub niewydolnością komórek beta trzustki, odpowiedzialnych za produkcję insuliny. Drugi typ cukrzycy występuje u osób dorosłych i polega on na oporności komórek na działanie insuliny.

Jak to wygląda w praktyce?
U osoby zdrowej regulacja poziomu glukozy (cukru) we krwi odbywa się "automatycznie". Stężenie jest stale utrzymywane w bezpiecznych dla organizmu granicach. Jeżeli poziom glukozy obniża się - np. pod wpływem wysiłku fizycznego, jednocześnie dochodzi do zmniejszenia wydzielania insuliny i zwiększenia hormonów produkowanych w nadnerczach. Gdy poziom glukozy podnosi się, dochodzi do wydzielania insuliny, która "wprowadza" glukozę do wnętrza komórek, gdzie ulega ona procesom metabolicznym i dostarcza komórkom energii niezbędnej do życia. U osób chorych na cukrzycę mechanizm ten nie działa prawidłowo. Z powodu braku, znacznego niedoboru lub oporności komórek na insulinę poziom glukozy we krwi systematycznie się podnosi. Cukrzyca jest chorobą, której nie da się wyleczyć. Można ją jednak skutecznie leczyć poprzez wprowadzenie insulinoterapii, zdrowego odżywiania i właściwie zaplanowanego wysiłku fizycznego.

Co się stało bohaterom obu reportaży, że zachowywali się jak osoby, które mogą być pod wpływem alkoholu lub środków odurzających?
W ich organizmach doszło do bardzo niebezpiecznej dla cukrzyka sytuacji - hipoglikemii lub hiperglikemii (choć patrząc na objawy brałabym pod uwagę pierwszą sytuację).

Hipoglikemia.
Jest to sytuacja kiedy poziom glukozy we krwi spada znaczniej poniżej normy (60mg/dl). Do sytuacji takiej dochodzi, gdy w organizmie chorego jest nadmiar insuliny (zbyt duża dawka podana w zastrzyku), czy niedobór pokarmu (zbyt mały posiłek, zbyt duży odstęp pomiędzy podaniem insuliny, a posiłkiem).

Objawy:
  • bladość skóry,
  • nadmierna potliwość,
  • drżenie rąk,
  • ból głowy i brzucha, 
  • uczucie głodu lub wstręt do jedzenia,
  • osłabienie, zmęczenie, 
  • niepokój, nadpobudliwość, nietypowe zachowanie, napady agresji, wesołkowatość przypominająca stan upojenia alkoholowego, 
  • zaburzenia mowy,
  • zaburzenia równowagi, 
  • utrata przytomności, możliwość wystąpienia drgawek.
Postępowanie:
  1. Zadbaj o własne bezpieczeństwo.
  2. Zapytaj poszkodowanego, czy na coś się leczy i czy ma przy sobie jakieś leki.
  3. Sprawdź czy na nadgarstku poszkodowanego nie znajduje się bransoletka z informacją "jestem cukrzykiem". Poszkodowany może mieć przy sobie "Zestaw cukrzyka" - glukometr, glukagon czy pen z insuliną.
  4. Wezwij pogotowie ratunkowe.
  5. Jeżeli poszkodowany jest przytomny i potwierdza, że jest cukrzykiem podaj mu coś słodkiego do wypicia lub zjedzenia.
  6. Jeżeli poszkodowany jest nieprzytomny sprawdź funkcje życiowe i ułóż go w pozycji bezpiecznej
  7. Jeżeli u poszkodowanego wystąpił atak drgawek postępuj zgodnie z TYM schematem.
Hiperglikemia.
To sytuacja gdy poziom glukozy w krwi wzrasta znacznie powyżej normy. Bardzo wysoki poziom cukru, utrzymujący się przez dłuższy czas może doprowadzić do kwasicy cukrzycowej, która jest stanem zagrożenia życia chorego. Do wysokiego wzrostu cukru w organizmie dochodzi najczęściej na skutek niedoboru insuliny, podania zbyt małej dawki insuliny po zjedzonym posiłku, pominięcia dawki insuliny po spożytym posiłku. U dzieci najczęstszą przyczyną jest spożywanie między posiłkami słodyczy lub słodzonych napojów. Do hiperglikemii przyczynić się może również przeziębienie, zatrucie, uraz lub rozwijająca się infekcja.

Objawy:
  • wzmożone pragnienie,
  • rozdrażnienie,
  • osłabienie, apatia,
  • ból głowy/brzucha,
  • nudności, wymioty,
  • głęboki oddech,
  • z ust może wydobywać się zapach acetonu (w przypadku rozwijającej się kwasicy),
  • utrata przytomności.
Postępowanie:
  1. Zadbaj o własne bezpieczeństwo.
  2. Zapytaj poszkodowanego czy na coś się leczy i czy ma przy sobie leki - pomóż mu je znaleźć. Poszkodowany wie jaką ilość insuliny powinien sobie zaaplikować.
  3. Sprawdź czy na nadgarstku poszkodowanego nie znajduje się bransoletka z informacją "jestem cukrzykiem".
  4. Wezwij pogotowie ratunkowe. 
  5. Jeżeli poszkodowany jest nieprzytomny sprawdź funkcje życiowe i ułóż go w pozycji bezpiecznej

PAMIĘTAJ!
Nie podawaj nic do jedzenia czy picia osobie, która jest nieprzytomna!

"Zestaw cukrzyka" - glukometr, glukagon, pen z insuliną. fot. Kacper Śnigórski


Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat cukrzycy zachęcam Was do przejrzenia poradnika "One są wśród nas. Dziecko z cukrzycą w szkole i przedszkolu", z którego korzystałam podczas przygotowywania tego posta.

środa, 28 stycznia 2015

Dzieciaki wzywają pomoc!

"Zuziu, gdyby mi się nagle coś stało, gdybym upadła i się nie ruszała - to co byś zrobiła?" - zapytałam Starszego Dzieciaka. "No jak to co"? - popatrzyła na mnie zdziwiona. "Zadzwoniłabym do taty"! - dodała po chwili. No tak - pomyślałam. Przecież to logiczne, że dzwonimy do taty, który pracuje w pogotowiu ratunkowym. "A gdyby tata nie odbierał telefonu?" - ciągnęłam dalej. "To zadzwoniłabym na pogotowie, no wiesz na 999." - odparła zadowolona z siebie Zuzia i pobiegła do swojego pokoju.

Kiedy na "Ratownictwo jest ciekawe" pojawiła się informacja o 9 letniej imienniczce Starszego Dzieciaka, która dzwoniąc na numer 999 uratowała życie swojemu dziadkowi, który dostał udaru, zaczęłam się zastanawiać jak moje Dzieciaki zachowały by się w podobnej sytuacji. My - rodzice nie dopuszczamy do siebie myśli, że może nam się coś stać, że będąc w domu z dzieckiem możemy stracić przytomność, że babcia lub dziadek, którzy opiekują się wnukami mogą się nagle poczuć tak źle, że nie będą sami w stanie wezwać pomocy. Taka sytuacja dla każdego dziecka na pewno byłaby traumatycznym przeżyciem dlatego powinniśmy z dzieciakami na ten temat rozmawiać. Co więcej, powinniśmy ich nauczyć jak należy prawidłowo wezwać pomoc. Ustalić schemat postępowania. Ja zawsze powtarzam dziewczynkom, że gdyby nagle mnie, tacie, babci czy dziadkowi coś się stało mają biec do sąsiadki lub zadzwonić po pogotowie.

Są cztery i zna je każdy przedszkolak. Młodszy Dzieciak, który ma niespełna 4 lata chodzi i śpiewa "dziewięć dziewięć osiem te cyferki znasz...", a jej starsza 6 letnia siostra doskonale zna wszystkie numery alarmowe, i wie który z tych numerów należy wybrać dzwoniąc do straży pożarnej, a który do pogotowia ratunkowego. Dzieci uczą się ich w przedszkolu, podczas spotkań z przedstawicielami służb ratowniczych. My wykaz numerów alarmowych wraz z numerem do pediatry i innymi ważnymi danymi Dzieciaków (leki zażywane na stałe, waga ciała) mamy powieszony na lodówce. 

Pewnie zastanawiacie się, czy maluch będzie potrafił wystukać na klawiaturze telefonu dany numer. Moje potrafią. Obie. W dzisiejszych czasach 4 latek doskonale wie jak obsłużyć tablet, więc wprowadzenie numeru i naciśnięcie zielonej słuchawki na pewno nie sprawi mu większego problemu. Zapytajcie Wasze dzieci czy znają numery alarmowe, poproście żeby wystukały je w klawiaturze telefonu. Nie zapomnijcie wytłumaczyć Dzieciakom, że te numery są bardzo ważne i nie wolno pod nie dzwonić dla zabawy.

Jakie dane na swój temat powinny znać nasze dzieci?
Jakiś czas temu tata Dzieciaków zaczął pytać naszą starszą córkę o to jak się nazywa i gdzie mieszka. Jak ma na imię jej mama i tata. Zaskoczony Dzieciak odpowiedział - "tato, przecież takie rzeczy to wie nawet Mała"! Ja też byłam zaskoczona tą rozmową i z ciekawością dopytywałam o co chodzi. Okazało się, że tata dzieciaków udzielał pomocy 8 latkowi, który podczas jazdy na sankach uderzył nogą w metalowy słupek. Chłopiec płakał z bólu, więc świadkowie wypadku wezwali na miejsce Zespół Ratownictwa Medycznego. "Pytam ją jak się nazywa i gdzie mieszka, bo ten dzieciak nie potrafił podać nam swojego adresu zamieszkania" - powiedział tata dzieciaków.

Spróbujcie pobawić się z Waszymi dziećmi w ratowanie. 
Uczcie ich jak "obudzić" leżącego rodzica, wytłumaczcie, jak w takiej sytuacji mają się zachować. 
Przeprowadźcie próbną rozmowę z dyspozytorem. 
Nie wiecie jakie pytania zadawać? Proszę bardzo TUTAJ macie gotowy schemat.


To do dzieła! Koniecznie opowiedzcie/pokażcie nam jak wyglądała Wasza zabawa we wzywanie pomocy!

czwartek, 15 stycznia 2015

Wielkie granie z nauczaniem...

W Finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy włączamy się dość aktywnie od kilku lat. Od ilu dokładnie? Nie pamiętam. Jednak kiedy na świecie pojawiły się Dzieciaki, na Finały patrzę trochę inaczej. Po urodzeniu, obie dziewczynki miały zrobione przesiewowe badania słuchu. W ich książeczkach zdrowia, na pierwszej stronie wklejone są certyfikaty potwierdzające badanie - badanie, które odbyło się dzięki programowi wprowadzonemu i sfinansowanemu przez WOŚP. To nasze granie to taka cegiełka dołożona do tego co robi WOŚP.

Jak to nasze granie wygląda?
Już kiedyś wspominałam, że razem z tatą dzieciaków jesteśmy członkami Grupy Ratownictwa PCK Ostrowiec Św. Gdy przygotowywaliśmy scenariusz pokazów, które mieliśmy przeprowadzić właśnie w ramach tegorocznego Finału WOŚP padła propozycja, aby na scenie pojawiły się Dzieciaki i pokazały, że udzielanie pierwszej pomocy jest dziecinnie proste. Dla mnie pomysł fantastyczny - tylko czy One skupią się na te 10-15 minut? Czy w trakcie pokazów któraś nie powie "już mi się nie chce"? Dzieciaki są bardzo charakterne, więc wszystko może się zdarzyć. 

Przed Finałem.
Przygotowania rozpoczęłam od rozmowy ze Starszym Dzieciakiem. "Wiesz, jedziemy do Bałtowa zrobić pokazy jak należy ratować" - powiedziałam. "Chciałabyś nam pomóc?" - spytałam od razu. - "No dobra" - odparł Starszy Dzieciak. "A powiesz co trzeba zrobić jak ktoś się krztusi?" - zagadywałam dalej. "Mamo, przecież to łatwizna, pewnie że powiem" - odparła."Mała - a pozwolisz, żeby Starszy Dzieciak pokazał na Tobie jak się ratuje?" - zapytałam Młodszego Dzieciaka. "No dobla" - odparła, po czym obie poszły do pokoju malować.

Pokazy.
Plan był prosty. Ja zadaję pytanie Starszemu Dzieciakowi, ona odpowiada i pokazuje na Młodszym Dzieciaku co w danej sytuacji należy zrobić, po czym ratownicy z Grupy Ratownictwa PCK Ostrowiec Św. jeszcze raz w zwolnionym tempie pokazują dokładnie całe postępowanie ratownicze. Czy się udało? Myślę, że tak. Starszy Dzieciak pięknie powiedział, że podczas zadławienia nie podnosimy rąk do góry i pokazał na siostrze jak należy postępować, a ja poprosiłam wszystkich zgromadzonych o wstanie. Jakie było zdziwienie wśród zaproszonych gości i wolontariuszy gdy poprosiłam aby pod okiem naszych ratowników przećwiczyli czynności, które należy wykonać gdy ktoś się krztusi. Czy wszyscy ćwiczyli? Tak! Starsi i młodsi. Pan Wójt gminy Bałtów, Pani Skarbnik, prowadzący Finał, goście, wolontariusze. Ćwiczyli i dopytywali! A przecież o to nam chodziło. Później przyszedł czas na omówienie postępowania w przypadku krwotoku z nosa. I znów okazało się, że część osób uważa, że w takiej sytuacji należy odchylić głowę do tyłu. Na zakończenie tata Dzieciaków pokazał jak należy się zachować w przypadku wypadku narciarskiego, gdy poszkodowany jest nieprzytomny. Oczywiście idealnie nie było. Młodszy dzieciak po 10 minutach ze zdenerwowaniem oświadczył "nie podoba mi się, ze nic nie pokazuje", a Starszy dość głośno wykrzyczał "jak ja cię kocham mamusiu"...
"Jak ktoś się krztusi to nie mówimy, żeby podnosił ręce do góry..."

"...tylko uderzamy w plecy - o tak!"
Zabawa?
Dla Dzieciaków na pewno. Dla dorosłych? Mam nadzieję, że lekcja która pokazała że udzielanie pierwszej pomocy jest dziecinnie proste!

Ćwiczyli na prawdę wszyscy!



niedziela, 11 stycznia 2015

Hu hu ha... odmroziłam sobie paluszka!

"Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła! Szczypie w nosy, szczypie w uszy, mroźnym śniegiem w oczy prószy...". Tą piosenkę Dzieciaki śpiewają ostatnio niemal każdego dnia. Może to dlatego, że wreszcie za oknem pojawił się śnieg, a i mrozik nieźle sobie poczyna?*

Podczas dłuższego przebywania w niskiej temperaturze lub przy silnym, zimnym wietrze (dokładnie tak było dziś) może dojść do wychłodzenia ciała czy odmrożeń, na które najbardziej narażone są dłonie, stopy, uszy i nos. Dlatego też Dzieciaki do przedszkola i na spacery wychodzą odpowiednio ubrane, zakładając na siebie czapki, szaliki i oczywiście rękawiczki. Należy pamiętać, że powstawaniu odmrożeń sprzyja również miejscowy ucisk np. ciasne obuwie. 

Odmrożenie to nic innego jak uszkodzenie tkanek, spowodowane oddziaływaniem niskiej temperatury na powierzchnię ciała, w wyniku czego temperatura tkanek spada poniżej 0 stopni Celsujsza.

Objawy:

Najniższy stopień odmrożenia charakteryzuje:
  • zaczerwienienie skóry w miejscu odmrożonym,
  • piekący ból.
Przy wyższych stopniach odmrożeń:
  • pojawiają się pęcherze z płynem,
  • skóra może być woskowa, biała lub szarawa,
  • występują deformacje,
  • miejsce odmrożenia pozbawione jest czucia.
Postępowanie:
  1. Sprawdź czy miejsce do którego chcesz podejść jest bezpieczne.
  2. Przenieś poszkodowanego w ciepłe, osłonięte miejsce.
  3. Wezwij pomoc.
  4. Zdejmij mokrą odzież z poszkodowanego.
  5. Osusz mokrą skórę poszkodowanego.
  6. Okryj poszkodowanego.
  7. Odmrożone stopy i dłonie zanurz w chłodnej wodzie, a następnie w coraz cieplejsze.
  8. Odmrożone miejsca zabezpiecz delikatnym opatrunkiem.
  9. Jeżeli poszkodowany jest przytomny możesz podać do wypicia gorącą herbatę. 

Zdejmij mokrą odzież z poszkodowanego, osusz go i okryj. Możesz podać ciepłą herbatę do picia.
Odmrożone dłonie zanurz w chłodnej wodzie, stopniowo ją ogrzewając.

PAMIĘTAJ!!!
NIE rozmasowuj odmrożeń.
NIE używaj do rozmrażania podgrzewanych poduszek, pieca lub ognia.
NIE nacieraj odmrożonych miejsc śniegiem!
NIE podawaj poszkodowanemu do picia alkoholu!
W ten sposób możesz pogłębić uraz!

*gdy zaczynałam pisać tego posta - 6 stycznia faktycznie za oknem było biało i mroźno. Teraz jest plucha i wieje silny zimny wiatr! Mam jednak nadzieję, że zima powróci!