piątek, 31 października 2014

Upadek z wysokości - postępowanie w przypadku urazów kręgosłupa.

Plac zabaw. Niesforny kilkulatek wspina się na dach domku. Wysokość to jakieś 3 - 3,5 metra. Jego poczynania dostrzega mama. Krzyczy głośno: "Adaś, Adaś schodź stamtąd, bo spadniesz"! Chłopczyk spogląda na mamę, traci równowagę i spada z dachu domku. Przerażona matka podbiega do leżącego na ziemi chłopca, bierze go na ręce i krzycząc "Adaś, Adaś synu" biegnie w kierunku bloku, w którym najprawdopodobniej mieszka*.

Na 97 dzieci, które trafiły do Centrum Rehabilitacji w Konstancinie z podejrzeniem urazu kręgosłupa - 69 to osoby poszkodowane w wypadku komunikacyjnym, a 28 spadło z wysokości, z czego 20 dzieciaków spadło z drzewa lub dachu, a kolejna 8 z piętra budynku.

Zawsze gdy dziecko spadnie z krzesła czy z łóżka opiekunowie zastanawiają się czy coś mogło mu się stać. Jeżeli pod uwagę bierzemy jedynie urazy kręgosłupa, w takim przypadku za niebezpieczny uznaje się upadek z wysokości przekraczającej wzrost osoby poszkodowanej. 

Pamiętać jednak musimy, że zarówno w wyniku wypadków komunikacyjnych, jak i upadków z wysokości oprócz urazów kręgosłupa dziecko mogło doznać urazu głowy, miednicy, kości oraz narządów wewnętrznych.

Czego nie powinniśmy robić?
Dla każdego z nas wypadek dziecka to sytuacja stresująca. Doskonale wiem, że rodzic, gdy jego dziecku dzieje się krzywda chce je przytulić, czy na własną rękę zawieźć do szpitala - bo tak będzie szybciej. Jednak w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawienie dziecka w miejscu, w którym leży (chyba, że zagraża mu niebezpieczeństwo), stabilizowanie kręgosłupa szyjnego i kontrola stanu poszkodowanego. Dzięki takiemu postępowaniu nie pogłębimy urazów, które mogły wystąpić u dziecka.

Jak należy się zachować w sytuacji, gdy u poszkodowanego podejrzewamy uraz kręgosłupa?
  1. Sprawdź czy miejsce, w którym się znajdujesz jest bezpieczne,  czy np. inne osoby nie są zagrożone upadkiem z wysokości. 
  2. Załóż rękawiczki.
  3. Jeżeli jest to możliwe podchodź do poszkodowanego tak, aby Cię widział (ograniczy to ruchy głową).
  4. Oceń stan osoby poszkodowanej.
  5. Wezwij pomoc.
  6. Jeżeli poszkodowany jest przytomny - nie pozwalaj mu poruszać się, a zwłaszcza próbować wstawać. Poszkodowanego nieprzytomnego nie podnoś, nie przenoś chyba, że pozostanie w miejscu, w którym się znajduje zagraża jego bezpieczeństwu.
  7. Stabilizuj ręcznie odcinek szyjny kręgosłupa poszkodowanego. 
  8. Co minutę kontroluj stan poszkodowanego.
  9. Jeżeli poszkodowany nie oddycha, lub oddech jest nieprawidłowy rozpocznij resuscytację krążeniowo - oddechową. 
  10. Pamiętaj, że po upadku z wysokości poszkodowany oprócz urazu kręgosłupa może mieć urazy głowy, kończyn, miednicy czy obrażenia narządów wewnętrznych.
Stabilizacja odcinka szyjnego kręgosłupa.

Pamiętaj!
Podnoszenie dziecka, przenoszenie go, podkładanie mu czegoś miękkiego pod głowę czy samodzielny transport do szpitala, w przypadku podejrzenia urazu kręgosłupa, może bardziej zaszkodzić niż pomóc. 


* historyjka została całkowicie przeze mnie wymyślona, a imię dziecka jest przypadkowe. 

sobota, 18 października 2014

Dzieciaki Ratują od roku!

Rok... 
Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę pisać blog, na który każdego dnia będzie zaglądać kilkaset osób - nie uwierzyłabym. 

A jednak...
Pomysł przyszedł po pewnych zajęciach, które prowadziłam dla Grupy Ratownictwa PCK Ostrowiec i strażaków z JRG 1 KP PSP w Ostrowcu Świętokrzyskim, a w których udział brały również dziewczynki. Wraz z pomysłem pojawiło się milion pytań: czy będę miała czas, czy teksty będą jasne dla czytelników no i najważniejsze - czy główne bohaterki nie zniechęcą się do pierwszej pomocy. Udało się! Mimo na prawdę małej ilości wolnego czasu staram się pisać dla Was co tydzień. Dzieciaki nie zniechęciły się do zabawy w pierwszą pomoc, wręcz przeciwnie - spodobało im się.

Dzieciaki Ratują to nie tylko nasza czwórka.
Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Niektóre powstawały na prośbę moich bliższych lub dalszych znajomych ale większość z nich sczytywała, sprawdzała i poprawiała moje błędy gramatyczne Kinga Matałowska. Gdyby nie ona w pewnym momencie blog mógł przestać istnieć. Wraz z Wiolą Sochą zmotywowały mnie do dalszej pracy. To Wiola utworzyła nasz fanpage na facebooku. Kolejnym "motywatorem" jest Piotr Witoń, strażak z którym pracuję i z pomocą którego powstają teksty dotyczące bezpieczeństwa pożarowego. Piotr nie jest jedynym mężczyzną, który ma swój wkład w naszego bloga. Tomek Snoch to kolejna osoba, która bezinteresownie poświęciła nam swój czas. Choć sam jest pracującym tatom małej Igi, w wolnych chwilach rysuje dla Dzieciaków postać Izy. Blog to nie tylko teksty. O to aby wszystko ładnie wyglądało i grało od strony technicznej dba Weronika Post - młoda, ambitna osóbka, która dzielnie znosi moje pomysły i wprowadza je w życie, a nasz baner jest jej autorstwa. Dlaczego piszę o nich wszystkich? Są cichymi współtwórcami naszego bloga. Nigdy nie prosili, żeby o nich wspomnieć. Wręcz przeciwnie. Niektórzy zagrozili, że jak jeszcze raz o nich napiszę to pożałuję... Napisałam bo ich pomoc jest całkowicie bezinteresowna, a dla mnie na prawdę wiele znaczy.

Zauważyli nas.
Pierwszą osobą, która napisała o nas w sieci jest Malwina Ferenz. To ona na Dzieciowo mi, w "piątku z blogującą mamą" zaprezentowała nasz blog. Choć nie znam Malwiny osobiście, dzięki wsparciu jakie mi okazała w tekście "Heil hejter" stała mi się bardzo bliska. Gdy trzy tygodnie temu odebrałam maila od Sylwii Niemczyk z serwisu babyonline byłam bardzo zaskoczona. Z naszej rozmowy postał wywiad oraz felieton.

Najważniejszy jesteście Wy.
Zaufaliście nam i odwiedzacie nas każdego dnia. Bardzo mnie to cieszy, bo im więcej osób się u nas pojawia tym większa szansa na przekonanie Was, że udzielanie pierwszej pomocy jest dziecinnie proste. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Zarówno te z konstruktywnymi uwagami, jak i te bardzo bardzo miłe. Obraźliwych nie publikuję - taka moja zasada. 

Co dalej?
Jak dobrze wiecie blog tworzymy "po godzinach" i niestety czasu mamy coraz mniej. Mimo to dalej będziemy dla Was pisać. Nie wyczerpaliśmy całej tematyki dotyczącej pierwszej pomocy. W mojej głowie pojawiają się nowe tematy mówiące o bezpieczeństwa dzieciaków. Pojawią się nowe przygody Izy. Odwiedzajcie nas i proponujcie tematy!



Za zaufanie dziękujemy również:

wtorek, 14 października 2014

Jedzie karetka jedzie... tylko czy przejedzie?

Pomysł na napisanie tego tekstu poddała mi, zupełnie tego nieświadoma koleżanka, również ratowniczka medyczna. Umieściła na swojej facebookowej tablicy filmik, który Wy możecie zobaczyć poniżej. 

Ale do rzeczy.
Wiele osób uważa, że kierowcy karetek pogotowia ratunkowego nadużywają sygnałów dźwiękowych. Włączają je według własnych upodobań, po to aby jak najszybciej przejechać przez zakorkowane skrzyżowanie. Niektórzy skarżą się, że zarówno karetki pogotowia jak i wozy straży pożarnej mają za głośne sygnały dźwiękowe i kierowcy niepotrzebnie używają ich w nocy, zakłócając sen. 

Czy faktycznie tak jest? Czy jazda na sygnałach to wielka frajda dla kierowców samochodów uprzywilejowanych? Mam nadzieję, że tata Dzieciaków, który jest Ratownikiem Medycznym - kierowcą dokładnie Wam to wyjaśni.

Czy kierowanie pojazdem uprzywilejowanym, który używa sygnałów świetlnych i dźwiękowych to "frajda"? Jadąca na sygnale karetka na pewno sprawia frajdę patrzącym na nas dzieciom. Dla mnie jako kierowcy - ratownika jest to praca obarczona ogromnym ryzykiem. Mimo włączonych sygnałów świetlnych i dźwiękowych, które pozwalają mi na niestosowanie się do przepisów ruchu drogowego muszę być bardzo skupiony i muszę zwracać uwagę na zachowanie innych uczestników ruchu drogowego. Niestety wielu kierowców słysząc nadjeżdżającą karetkę nie wie jak ma się zachować i np. zatrzymuje nagle swój pojazd na środku ulicy.

Mieszkańcy wielu miast uważają, że nadużywacie sygnałów dźwiękowych, włączacie je kiedy chcecie, najczęściej dojeżdżając do zakorkowanego skrzyżowania. Sygnały świetlne i dźwiękowe używane są w sytuacji, gdy stan poszkodowanego wymaga jak najszybszego dojazdu do niego, a później do szpitala. Gdy jedziemy do poszkodowanego, to dyspozytor po przyjęciu zgłoszenia decyduje czy jedziemy w kodzie K1, K2 - czyli z użyciem sygnałów świetlnych i dźwiękowych lub K5 - bez użycia sygnałów. Po dotarciu do poszkodowanego, ocenie jego stanu, zabezpieczeniu, podaniu leków to kierownik zespołu ratownictwa medycznego decyduje czy karetka będzie poruszać się z użyciem sygnałów świetlnych i dźwiękowych.

A noc? Przecież nocą ruch jest mały? Po co używacie sygnałów dźwiękowych. Czy nie możecie używać tylko sygnałów świetlnych? Zgodnie z zapisami Kodeksu Ruchu Drogowego samochód uprzywilejowany to taki, który używa sygnałów świetlnych i dźwiękowych łącznie. Jeżeli dostajemy dyspozycję jazdy w kodzie K1, K2 poruszamy się na sygnałach świetlnych i dźwiękowych. My na prawdę nie robimy tego dla zabawy, chęci zaszpanowania, a w celu ratowania ludzkiego życia. Gdybym nie musiał, nie używałbym sygnałów, bo niektórzy kierujący słysząc nas czy widząc w lusterku nie wiedzą jak mają się zachować.

A jak powinni zachowywać się inni użytkownicy dróg widząc, czy słysząc jadącą za nimi karetkę na sygnałach? Po pierwsze nie powinni nagle zatrzymywać swoich samochodów tuż przed nami. Wystarczy zjechać lekko na lewą lub prawą stronę, tak aby ułatwić nam przejazd. Myślę, że najlepiej wytłumaczyli to kierowcy - ratownicy z Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego w materiale filmowym, który możecie obejrzeć poniżej.

środa, 8 października 2014

Widelec w gniazdku czyli porażenie prądem.

Jak już wspominałam kilka postów wcześniej dzieci najczęściej ulegają wypadkom w domu, w miejscu które powinno być dla nich jak najbardziej bezpieczne. Niestety, choćbyśmy nasz dom przerobili na twierdzę, wypadki zdarzać się będą. Sama się o tym przekonałam. Nie zmienia to jednak faktu, że pewnych zdarzeń możemy uniknąć. W naszym domu, choć Dzieciaki niemowlakami już nie są, we wszystkich gniazdkach mamy pozakładane plastykowe zabezpieczenia. Takie małe, białe kółeczka z bolcami, które z gniazdka wyjąć można przy użyciu dołączonego do zestawu kluczyka. Dzięki temu mam pewność, że żadna nie włoży do gniazdka np. śrubokrętu, spinki do włosów czy tytułowego widelca. Dziewczynki również nie obsługują samodzielnie urządzeń podłączonych do prądu np. suszarki do włosów czy miksera kuchennego.

W przypadku porażenia prądem elektrycznym obrażenia powstają na skutek wejścia prądu do ciała i jego przejścia przez tkanki. Urazy, które powstają spowodowane są działaniem prądu na czynność narządów wewnętrznych oraz wytwarzaniem ciepła podczas przechodzenia przez ciało. Najpoważniejszą konsekwencją porażenia prądem są zaburzenia rytmu serca. Dodatkowe obrażenia to przede wszystkim oparzenia powstające w miejscu wejścia i wyjścia prądu.

Jak postępować w przypadku porażenia prądem:
  1. Oceń bezpieczeństwo! Zanim podejdziesz do poszkodowanego wyłącz dopływ prądu dla pomieszczenia w którym się znajduje. Odsuń źródło prądu przy użyciu przedmiotu nie przewodzącego go (np. plastikowa lub drewniana szczotka).  Jeżeli nie jesteś pewien czy poszkodowany ma nadal styczność  z prądem swoje postępowanie ogranicz do wezwania straży pożarnej oraz pogotowia ratunkowego! Ciało ludzkie w 60% składa się z wody i jest doskonałym przewodnikiem prądu.
  2. Oceń stan poszkodowanego.
  3. Wezwij pogotowie.
  4. W przypadku braku oddechu rozpocznij Resuscytację Krążeniowo – Oddechową.
  5. Jeżeli poszkodowany jest nieprzytomny ale ma zachowane funkcje życiowe opatrz widoczne rany.
  6. Co minutę kontroluj funkcje życiowe poszkodowanego. 

PAMIĘTAJ!!!
Twoje bezpieczeństwo jest najważniejsze!
Woda jest bardzo dobrym przewodnikiem prądu! 
Jeżeli nie masz pewności, że poszkodowany nie ma kontaktu z prądem nie dotykaj go! 

Jak już pisałam, w naszym domu gniazdka wyglądają jak na zdjęciu poniżej. Robiąc zdjęcia do tego posta poprosiłam Młodszego Dzieciaka, żeby wyjęła białą wtyczkę z gniazdka. Po dwóch próbach popatrzyła na mnie i powiedziała: "a daj mi spokój! Nie widzisz, że się nie da?!"

czwartek, 2 października 2014

Żadna rozmowa telefoniczna nie jest ważniejsza od czekających w domu dzieci!

Jedziemy na wczasy. Za oknem gorąc, dobrze że mamy klimatyzację w samochodzie, to jakoś przetrwamy naszą kilkugodzinną podróż. Nie zdążyliśmy przejechać 200 kilometrów - dzwoni telefon Taty Dzieciaków.
- "Zobacz kto dzwoni"- prosi.
- "Karol" - odpowiadam.
- "To odbież i zapytaj co chce"- dodaje tata Dzieciaków.
- "Cześć Karol" - mówię.
- "O! Kasia Cześć. Jest gdzieś obok Ciebie Tata Dzieciaków?" - pyta nasz znajomy.
- "Tak. Jest. Prowadzi samochód." - odpowiadam. "Coś mu przekazać"? - dodajeę po chwili.
- "A nie możesz dać mu na chwilę telefonu?" - prosi kolega.
- "Nie, bo prowadzi samochód. Oddzwoni jak się zatrzymamy". - powiedziałam.

Czy Wam zdarza się rozmawiać podczas jazdy samochodem przez telefon, który nie jest podłączony do zestawu głośnomówiącego? Mnie nie. Prowadzę - nie odbieram telefonu, nie odczytuję i nie piszę smsów! Każda rozmowa może poczekać te kilka, kilkanaście minut. Dlaczego o tym piszę?

W maju 2014 roku TNS Polska, na zlecenie Fundacji PZU przeprowadził, metodą wywiadów telefonicznych, badanie opinii publicznej. Rozmowy zostały przeprowadzone z 500 kierowcami i 500 pasażerami w wieku 15 lat i więcej. Pełen raport.

Jakie są wyniki?
  • 87% kierowców przyznaje się do przekraczania prędkości,
  • 69% osób w wieku 30-39 lat przyznaje się, że podczas jazdy używa telefonu komórkowego.
Przygotowany raport pokazał, że bardzo duży wpływ na zmianę zachowania kierującego mają jadący z nim pasażerowie.
  • 3/4 kierowców jedzie ostrożniej gdy wiezie ze sobą dziecko,
  • 39% zachowuje się inaczej gdy jedzie samemu, niż gdy jedzie z pasażerem,
  • największy wpływ na kobiety ma mąż/partner,
  • największy wpływ na mężczyznę ma przyjaciel,
  • prawie połowa kierowców zmienia zachowanie pod wpływem uwag pasażerów.
W naszym przypadku słowo "zwolnij" działa w obie strony. Zarówno gdy tata Dzieciaków prosi o to mnie, i gdy ja proszę o to jego.

Kierowcy najczęściej słyszą uwagi dotyczące:
  1. Nadmiernej prędkości.
  2. Niebezpiecznego wyprzedzania.
  3. Wyprzedzania w niedozwolonym miejscu.
  4. Niezapinania pasów.
  5. Zbyt wolnej jazdy.
Pasażerowie najczęściej zwracają uwagę na:
  1. Nadmierną prędkość.
  2. Niezapinanie pasów.
  3. Wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu.
  4. Korzystanie z telefonu komórkowego bez zestawu głośnomówiącego.
  5. Jazdę pod wpływem alkoholu.
Kampania PZU „Kochasz? Powiedz STOP Wariatom Drogowym", to akcja skierowana  przede wszystkim do bliskich kierowców. Zamiast szokować skutkami brawurowej jazdy, skupia się na pozytywnym przekazie. Działania edukacyjne mają zachęcić pasażerów do reagowania na niebezpieczne zachowania i pokazywać, jak poskromić „wariata drogowego”. Symbolem kampanii jest niebieskie serduszko, które z gotowym lub osobistym tekstem, umieszczone w samochodzie, ma przypominać kierowcy, że jest kochany i ze względu na czekających na niego bliskich powinien jechać ostrożnie.

Serduszko możesz je dostać w każdym oddziale PZU lub u agenta ubezpieczeniowego.

Więcej informacji na temat Kampanii znajdziecie TUTAJ

Jesteś kreatywny? Masz pomysł na hasło? Spróbuj swoich sił w KONKURSIE, który trwa do 31 grudnia 2014r.