poniedziałek, 8 września 2014

Jak my to robimy?

Na temat naszego bloga słyszę i czytam wiele różnych opinii. Jedni twierdzą, że jestem - delikatnie mówiąc - nienormalna, ucząc Dzieciaki udzielania pierwszej pomocy, inni chwalą naszą inicjatywę, kolejni są zdziwieni, że Dzieciaki tak grzeczne i chętnie pozują do zdjęć. Ci, którzy mają dzieci, doskonale wiedzą, że zrobienie pozowanego zdjęcia czasem graniczy z cudem. U nas jest dokładnie tak samo.

Jeżeli chodzi o podział na "ratownika" i poszkodowanego, role rozłożyły się bardzo naturalnie. Na początku Starszy dzieciak był "ratownikiem", a młodszy poszkodowanym. Teraz wszystko się odwróciło - młodsza jest "ratownikiem", a starsza poszkodowanym. Młodszy dzieciak chętnie uczy się jak zakładać opatrunki, a starszy uwielbia jak robię jej sztuczne rany.

Ktoś mi zarzucił, że zmuszam Dzieciaki do nauki udzielania pierwszej pomocy - w żadnym wypadku! Dla nich jest to świetna zabawa. Gdy pytam - "bawimy się w ratowanie" - Dzieciaki krzyczą - "tak, tak" i od razu dzielą kto ratuje, a komu mama robi rany. Jest przy tym mnóstwo śmiechu, zabawy ale i nauki! Starszy Dzieciak, gdy miał zszywaną głową nie bał się ani krwi, ani szpitala. Rozbite kolana też nie są dla nas niczym strasznym. 

Spróbujcie sami! Wystarczy czerwona pomadka, gaza, bandaż i plaster!

Nasze "kosmetyki".
Nic nie sprawia tyle radości jak układanie siostry w pozycji bezpiecznej.

Rana głowy - próbujemy się nie uśmiechać!

Nie trafiła do oka - i znów pełno śmiechu!

1 komentarz:

  1. Trzeba być idiotą, żeby pomyśleć, że zmuszasz dzieciaki. Każdy kto miał kiedykolwiek styczność z dziećmi i pierwszą pomocą wie, że dzieciaki mają miej oporów a więcej entuzjazmu do nauki pierwszej pomocy. Gratuluję Kasiu wspaniałych dzieciaków !!!

    Przytulanka

    OdpowiedzUsuń