środa, 31 grudnia 2014

Wystrzałowy Sylwester!

"Tato! Musimy jechać do Tesco!" - zawołał Starszy Dzieciak. "Do Tesco? A po co?" - zapytał zdziwiony Tata Dzieciaków. "No jak to po co? Po fajerwerki" - odpowiedział rezolutnie starszy dzieciak. "Oj nie kochanie. Fajerwerki to nie są zabawki i mogą zrobić krzywdę. A dzieciom nie wolno ich używać!" - poinformował Starszego Dzieciaka tata. "Tak? A co może się stać" - dopytywał dociekliwy Dzieciak.
 
Stać się może wiele, a tata Dzieciaków, który już nie jedną Noc Sylwestrową spędził na dyżurze wie, jak kończą się nieodpowiedzialne zabawy z fajerwerkami. Oparzone dłonie, rany szarpane, amputowane palce, urazy twarzy czy oczu to najczęściej spotykane obrażenia, które są konsekwencją albo wybuchu petardy trzymanej w ręce albo uderzeniem petardą. Większość ofiar to mężczyźni w wieku 19-50 lat, a urazy powstają z ich własnej głupoty (ile razy sami odpalaliście różnego rodzaju fajerwerki pod wpływem alkoholu lub byliście świadkami taki zachowań). Niestety, co roku takim urazom ulegają również dzieci!

Jak zatem sprawić aby ten wyjątkowy dzień w roku nie stał się najtragiczniejszym?
Po pierwsze fajerwerki kupujemy w sklepach lub dobrze nam znanych miejscach. Przed zakupem sprawdzamy, czy obudowa fajerwerków nie ma żadnych uszkodzeń mechanicznych i czy nie wysypuje się z nich mieszanina pirotechniczna. Lont fajerwerków musi być zabezpieczony pomarańczową osłoną lub opakowaniem! Sprawdź czy na opakowaniu znajduje się nazwa producenta, jego dane adresowe i co najważniejsze INSTRUKCJA OBSŁUGI zawierająca informacje o sposobie odpalania fajerwerków.

Nabyliśmy upragnione fajerwerki, północ wybiła wychodzimy je odpalać i... 
Po pierwsze i chyba najważniejsze miejsce! Wybieramy takie, w którym strzelanie z fajerwerków jest dozwolone, i w którym nie zrobimy nikomu krzywdy i nic nie zniszczymy. Po drugie - fajerwerki odpalamy zgodnie z instrukcją podaną przez producenta. Po trzecie - zachowujemy bezpieczną odległości, nie pochylamy się nad fajerwerkami, nie odpalamy fajerwerków, które wcześniej nie zadziałały. W domu fajerwerki przechowuj w miejscu niedostępnym dla dziecka! Nie pozwalaj odpalać fajerwerków dziecku!

Co zrobić gdy doszło do wypadku?
1. Upewnij się, że miejsce do którego chcesz podejść jest bezpieczne.
2. Załóż rękawiczki.
3. Oceń stan poszkodowanego.
4. Wezwij pogotowie ratunkowe.
5. Opatrz oparzenia, krwawiące rany czy amputowane części ciała.
6. Okryj poszkodowanego.
7. Co minutę kontroluj stan poszkodowanego.



Zdjęcie pochodzi z http://www.thinkstockphotos.com

piątek, 5 grudnia 2014

"Grzmiąca skrzynka". Czyli czym jest Automatyczny Defibrylator Zewnętrzny.

- "Mamo, a co to za skrzyneczka?" - zapytał Starszy Dzieciak, gdy kładłam na szafce treningową wersję Automatycznego Defibrylatora Zewnętrznego (AED). "To takie urządzenie, które mówi co trzeba zrobić, żeby uratować komuś życie" - wyjaśnił tata Dzieciaków. "Ale jak to mówi?" - dopytywał Starszy Dzieciak. "Chcesz zobaczyć jak działa?" - spytałam. 

Tak zaczęła się nasza domowa "lekcja" obsługi Automatycznego Defibrylatora Zewnętrznego. Dzieciaki są jeszcze za małe, aby samodzielnie poradzić sobie w przypadku nagłego zatrzymania krążenia ale wsłuchując się w komunikaty wydawane przez AED doskonale radziły sobie z ich wykonywaniem. Dlaczego? Bo obsługa tego urządzenia jest dziecinnie prosta. 

Zacznijmy od tego czym jest Automatyczny Defibrylator Zewnętrzny
Tak na prawdę najlepiej wytłumaczył to powyżej tata Dzieciaków. AED (skrót od Automated External Defibrillator) to urządzenie, które służy do ratowania życia osób, u których doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Urządzenie to skonstruowane jest tak, aby każdy człowiek, który przeszedł instruktarz mógł go samodzielnie użyć.

Kto może użyć AED? 
Każdy, kto wie o jego istnieniu i zastosowaniu. „AED są bezpieczne i skuteczne także w rękach osób bez wykształcenia medycznego i umożliwiają wykonanie defibrylacji na wiele minut przed dotarciem specjalistycznej pomocy*”.  

Kiedy użyć AED
AED używamy zawsze wtedy, gdy stwierdzimy że poszkodowany nie oddycha lub jego oddech jest nieprawidłowy. Resuscytacja Krążeniowo Oddechowa połączona z użyciem AED, rozpoczęta w czasie 3-5 minut od momentu utraty przytomności przez poszkodowanego zwiększa jego szansę na przeżycie nawet do 70% . 

Jak działa AED?
Automatyczny Defibrylator Zewnętrzny posiada wbudowany analizator EKG. Urządzenie, po prawidłowym przyklejeniu elektrod, dokonuje samodzielnie oceny rytmu pracy serca, a następnie wydaje komunikat czy wyładowanie jest zalecane czy też nie. Taka analiza wykonywana jest u poszkodowanego co 2 minuty.

Gdzie można znaleźć AED? 
Automatyczne Defibrylatory Zewnętrzne znajdują się w wielu miejscach publicznych i dostępne są dla każdego obywatela. Znaleźć je można m. in. na lotniskach, dworcach, w halach sportowych, centrach handlowych, urzędach państwowych, przychodniach, jednostkach Państwowej Straży Pożarnej, Ochotniczych Strażach Pożarnych. Jeśli chcesz sprawdzić, czy i gdzie w Twoim mieście znaleźć można AED skorzystaj z mapy AED.

O czym należy pamiętać podczas stosowania AED?
  • elektrody przyklej na gołą i suchą klatkę piersiową (jeśli jest mokra lub zakrwawiona wytrzyj ją), 
  • jeśli miejsca w których chcesz przykleić elektrody są mocno owłosione przy urządzeniu znajdziesz maszynkę, którą możesz ogolić poszkodowanego, 
  • elektrody przyklej na klatce piersiowej poszkodowanego, tak jak pokazano na rysunku umieszczonym na elektrodzie,
  • podczas analizy rytmu pracy serca upewnij się, że nikt nie dotyka poszkodowanego (urządzenie Ci o tym powie),
  • jeżeli wyładowanie JEST ZALECNE, upewnij się, że nikt nie dotyka poszkodowanego i naciśnij zgodnie z wydanym poleceniem przycisk defibrylacji (duży czerwony, migający i wydający dźwięk przycisk); AED nie wykona wyładowania bez Twojej reakcji,
  • kontynuuj postępowanie zgodnie z dalszymi poleceniami głosowymi wydawanymi przez urządzenie,
  • w niektórych przypadkach, nawet jeżeli poszkodowany nie oddycha, wyładowanie jest NIE ZALECANE - wykonuj wtedy uciśnięcia klatki piersiowej i wdechy stosując sekwencję 30 uciśnięć do 2 wdechów,
  • elektrod nie odklejaj z klatki piersiowej poszkodowanego do czasu przyjazdu Zespołu Ratownictwa Medycznego.

Wiecie już czym jest AED, jak działa, kiedy go użyć i o czym pamiętać podczas jego stosowania. Podsumowując, cały schemat postępowania powinien wyglądać następująco:
  1. Rozejrzyj się i upewnij, że miejsce do którego chcesz podejść jest bezpieczne. 
  2. Załóż rękawiczki. 
  3. Oceń stan poszkodowanego.
  4. Jeżeli poszkodowany nie reaguje i nie oddycha prawidłowo, poproś kogoś o wezwanie pomocy oraz przyniesienie AED. Sam rozpocznij Resuscytację Krążeniowo - Oddechową, a gdy tylko pojawi się AED włącz go, naklej elektrody na gołą klatkę piersiową poszkodowanego i postępuj zgodnie z jego poleceniami głosowymi. Jeżeli jesteś sam wezwij pogotowie ratunkowe. Rozpocznij Resuscytację Krążeniowo - Oddechową, jeżeli AED jest w pobliżu, rozpocznij od jego podłączenia.


*Wytyczne Resuscytacji 2010

niedziela, 30 listopada 2014

Dlaczego ludzie zamarzają? Czyli czym jest hipotermia.

Miałam gotowy post na zupełnie inny temat. Oczywiście jego głównymi bohaterkami były Dzieciaki. Jednak rano, gdy włączyłam telewizor, jedna ze stacji w swych porannych newsach poinformowała, że dzisiejszej nocy zamarzło 5 osób. Teraz usłyszałam o skrajnie wychłodzonym dwulatku. Ponieważ sytuacja ta powtarza się każdej zimy, a im większe mrozy, tym większa ilość osób poszkodowanych, postanowiłam napisać o wychłodzeniu.

Czym jest hipotermia?
Hipotermia to stan, gdy temperatura ciała człowieka spada poniżej 35oC. Do hipotermii dochodzi w chwili, gdy mechanizmy obronne organizmu zawodzą, utrata ciepła zaczyna przewyższać jego produkcję i temperatura ciała zaczyna się obniżać.

Kiedy dochodzi do wychłodzenia ciała - hipotermii?
Hipotermia wcale nie musi dotyczyć Taterników czy Himalaistów. Wychłodzenie ciała może wystąpić u każdego z nas, a zwłaszcza u dzieci. Dlaczego? Najczęstszą przyczyną wychłodzenia ciała jest długotrwałe przebywanie w niskiej temperaturze, długotrwałe przebywanie na silnym wietrze lub zanurzenie w lodowatej wodzie. Dodatkowo czynnikami, które sprzyjają rozwijaniu się hipotermii są: brak możliwości poruszania się np. w wyniku urazu, mała masa mięśniowa, łatwość tracenia ciepła np. na skutek spożytego alkoholu, oparzeń.

Jakie są objawy wychłodzenia ciała?
Początkowo pojawiają się dreszcze, apatia, zaburzenia mowy i koordynacji ruchowej. W kolejnych stadiach dochodzi do utraty przytomności, zaburzeń pracy serca, utraty oddechu - do zatrzymania krążenia włącznie.

Jak się nie dać mrozowi i wiatrowi?
Najważniejsze jest ubranie. Powinno być ono warstwowe, oddychające, odpowiednio dobrane do tego gdzie się wybieramy (inaczej ubieramy się na wycieczkę w góry czy jazdę na nartach, inaczej na co dzień) i co najważniejsze - suche! Pamiętać musimy również o ochronie dłoni i stóp, które są najbardziej narażone na odmrożenia. Zimowe buty powinny umożliwić włożenie nam dwóch par skarpet na stopy. Oczywiście mokre buty nie uchronią naszych stóp przed zimnem! Nie zapominajmy o uszach, nosie i policzkach.  Chrońmy je przed działaniem zimna zakładając czapkę i szalik/chustkę. Wszystkich planujących zimowe wypady w góry - zarówno na wycieczki piesze czy szusowanie na stokach zachęcam to przeczytania "O bezpieczeństwie w górach czyli jak nie dać się zimie".

Postępowanie w przypadku wychłodzenia ciała.
  1. Sprawdź czy miejsce do którego chcesz podejść jest bezpieczne! Nigdy nie wchodź na zamarznięte stawy czy jeziora! Załóż rękawiczki lateksowe.
  2. Oceń stan poszkodowanego. W przypadku wychłodzenia ciała oddech sprawdzaj przez 1 minutę! 
  3. Jeżeli stwierdzisz brak oddechu wezwij pogotowie i rozpocznij uciśnięcia klatki piersiowej.
  4. Przenieś poszkodowanego do ciepłego pomieszczenia.
  5. Zdejmij mokre ubrania.
  6. Ułóż poszkodowanego płasko - nie pozwól mu wykonywać żadnych ruchów (schłodzona krew nie powinna rozchodzić się po ciele poszkodowanego). 
  7. Załóż poszkodowanemu suche ubrania lub owiń go kocem czy folią życia. Dziecko przytul do swojego ciała - jest to najlepszy sposób na ogrzanie!
  8. Jeżeli poszkodowany jest przytomny podaj mu do picia ciepłą, słodką herbatę. 

Pamiętaj!!!
Nie podawaj poszkodowanemu alkoholu, nie pozwalaj palić tytoniu  
(dojdzie do zahamowania dreszczy i odwodnienia).
Nie rozcieraj, nie pocieraj śniegiem odmrożonych dłoni czy stóp 
(możesz uszkodzić skórę).
Nie pozwalaj poszkodowanemu poruszać się!


Więcej na temat wychłodzenia możecie przeczytać na stronie Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej.



Właścicielem zdjęć jest http://www.wikihow.com

niedziela, 23 listopada 2014

30 nagłych wypadków od A do Z.

Po kursach pierwszej pomocy, szczególnie tych dedykowanych dla opiekunów małych dzieci, uczestnicy proszą mnie o polecenie książki dotyczącej pierwszej pomocy, którą mogli by mieć w swoich biblioteczkach. Część z nich dostawała ode mnie książeczkę Pierwsza Pomoc Pediatryczna, której jestem współautorem. Niestety, nie wyczerpuje ona wszystkich zagadnień, o które pytają rodzice. Dlatego dziś chcę Wam polecić pozycję "Pierwsza Pomoc dla dzieci i niemowląt", której autor omawia postępowanie w 30 nagłych wypadkach. Część z nich znacie z naszego bloga, jednak w sytuacji awaryjnej łatwiej sięgnąć po książkę, niż włączyć komputer.

Zacznijmy od tego kim jest autor książki. 
Mikołaj Łaski to ratownik, strażak ochotnik, instruktor Harcerskiej Szkoły Ratownictwa (HSR), instruktor BLS - AED Polskiej Rady Resuscytacji, posiadający długoletnie doświadczenie w nauczaniu pierwszej pomocy  Mikołaja nie znam osobiście. Znam za to wielu fantastycznych ludzi, którzy są lub byli instruktorami HSR. Wielu z nich w obecnej chwili to lekarze, ratownicy medyczni, pielęgniarki, strażacy (tak jak autor książki). Wiem również jak funkcjonuje HSR oraz jak wyglądają kursy instruktorskie (tak, tak ja też byłam czynnym członkiem ZHP, ukończyłam kurs pierwszej pomocy HSR, byłam szefową inspektoratu ratowniczego), stąd od samego początku, nie mając jeszcze książki Mikołaja w rękach wiedziałam, że jest to bardzo dobra pozycja!

Prościej się nie dało! 
Książka posiada twardą okładkę, a jej karty połączone są grubą spiralą ułatwiająca ich przekładanie. Karty książki również są sztywne, więc nie ma obawy, że mali czytelnicy mogą ją porwać. A treść? Każdy przypadek omówiony jest na dwóch kartach. Pierwsza zawiera informacje dotyczące sytuacji, w jakich może dojść do danego urazu lub zachorowania, jakich objawów możemy się spodziewać, na co musimy zwrócić szczególną uwagę. Druga karta opisuje sposób postępowania w danej sytuacji. Zawiera również informacje dotyczące tego, kiedy należy wezwać pogotowie, a kiedy samodzielnie udać się do lekarza. Książka pojawiła się w naszym domu niedawno i gdy tylko położyłam ją na komodzie Starszy Dzieciak od razu wziął ją w swoje rączki, zaczęła oglądać z zaciekawieniem, równocześnie komentując - "mamo patrz! My tak pokazywałyśmy". To dlatego, że oprócz opisów w książce znajdziecie również ilustracje pokazujące jak wykonać daną czynność. Mikołaj w swojej publikacji używa jasnych i czytelnych zwrotów. Wszystko omówione jest krok po kroku - i choć doskonale znam postępowanie, we wszystkich opisywanych przez Niego przypadkach i tak miałam wrażenie, jakby prowadził mnie za rękę - ale to bardzo dobrze, szczególnie dla tych, którzy na kursie pierwszej pomocy byli kilka lat temu albo wcale! Poradnik został wydany w październiku 2013 roku, więc treści w nim zawarte są jak najbardziej aktualne i zgodne z wytycznymi Polskiej Rady Resuscytacji.



Z czystym sumieniem polecam Wam tę książkę (a Mikołaj i Święta tuż tuż)
Możecie ją kupić w empiku (choć ja w moim jej nie znalazłam) i wielu księgarniach internetowych oraz na stronie wydawcy.

Pamiętajcie jednak, że najlepszą formą przygotowania się do udzielania pierwszej pomocy są kursy, do udziału w których cały czas Was zachęcam.

niedziela, 16 listopada 2014

Na ratunek... wybitym zębom.

fot. lcs.wroclaw.pl
"Dzieciaki, proszę uważajcie!" - wołasz głośno do biegających dzieci. "Nie skacz, bo zrobisz sobie krzywdę"- prosisz. Nagle płacz, krzyk, ręka pełna krwi i... wybity ząb.

O ratowaniu zębów wiem jedno - szybka wizyta u lekarza dentysty (tak od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej nazywa się ta specjalizacja) uratuje sytuację. Jak się jednak okazuje w przypadku zwichnięcia (wybicia) zęba, wiele zależy od naszej odpowiedniej reakcji.

Dzieciaki mają wszystkie zęby mleczne ale w przypadku starszej, to tylko kwestia czasu, kiedy pierwsze ruszające się ząbki wypadną i zaczną wyrastać stałe zęby. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ wybitych zębów mlecznych się nie ratuje. Związane jest to z niepewnymi rokowaniami, możliwymi powikłaniami, a co za tym idzie z możliwością uszkodzenia nawiązek zębów stałych.

Ratowanie zębów to temat typowo dentystyczny, dlatego też o pomoc poprosiłam Joannę Stokowiec - Gad - lekarza dentystę.

fot. http://www.distedaviveprotez.com.tr
Co zrobić gdy doszło do zwichnięcia zębów mlecznych?
  1. W miejscu skąd został wybity ząb połóż zwinięty gazik i każ go poszkodowanemu przygryźć (tak jak na zdjęciu obok).  Zatamujesz w ten sposób krwotok.
  2. Nie próbuj wkładać zęba w miejsce, z którego został wybity. W ten sposób możesz uszkodzić zawiązki zębów stałych. 
  3. Udaj się do dentysty.


Jak wygląda postępowanie w przypadku zwichnięcia zęba stałego?
  1. W miejscu skąd został wybity ząb połóż zwinięty gazik i każ go poszkodowanemu przygryźć.
  2. Ząb po zwichnięciu zanurz w mleku bądź soli fizjologicznej. Nie używaj do tego celu wody destylowanej, wody z kranu czy środków dezynfekujących. Dlaczego tak ważne jest umieszczenie zęba w wilgotnym środowisku? W suchym środowisku w ciągu 5 minut obumierają włókna utrzymujące ząb w zębodole, a po godzinie szanse na skuteczną replantację są bardzo małe. Zęba nigdy nie łap za korzeń!
  3. Zwichniętego zęba można trzymać w jamie ustnej, pod językiem. Należy jednak pamiętać, że w tej sytuacji istnieje ryzyko przypadkowego połknięcia zęba. 
  4. Jak najszybciej udaj się do dentysty.

Jak zachować się w przypadku kiedy zostanie złamana korona zęba (ząb zostanie ułamany)?
  1. Znajdź ułamany fragment zęba.
  2. Zanurz go w mleku bądź soli fizjologicznej. Pamiętaj, że nie może być to woda destylowana, z kranu czy środek do dezynfekcji.
  3. Jak najszybciej udaj się do dentysty, bo to on zdecyduje o sposobie leczenia.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Atak duszności. Co robić?

Dopiero co zacząłeś swoje treningi sportowe, zacząłeś dużo biegać i właśnie podczas takiego dużego wysiłku fizycznego dostałeś "zadyszki"? A może Twój maluch podczas szaleństw zaczął nagle szybko i płytko oddychać? Nas na szczęście jeszcze nigdy nie spotkała taka sytuacja ale warto wiedzieć jak zachować się gdy ktoś z Twoich bliskich dostanie ataku duszności.

Duszność można zdefiniować jako "subiektywne odczucie braku powietrza, trudności w oddychaniu lub zadyszki". Może być przejawem wielu chorób, dlatego nigdy nie powinno się jej bagatelizować. Tak jak już wcześniej napisałam, u osób zdrowych może powstać w wyniku dużego wysiłku fizycznego.

Co może być przyczyną duszności?
Po pierwsze choroby: układu oddechowego, układu krążenia, zakaźne. Zatrucia (zwłaszcza wziewne), schorzenia o podłożu psychicznym, alergie, dym tytoniowy, drażniące opary czy wspomniany już wysiłek fizyczny również mogą doprowadzić do powstania duszności. 

    Objawy ataku duszności:
    • szybki, płytki czasami świszczący oddech (świst słychać w trakcie wydechu), 
    • odczuwany brak powietrza,
    • blada, szara lub sina skóra,
    • trudności w mówieniu (wypowiadanie jedynie pojedynczych słów).

    Postępowanie w przypadku duszności:
    1. Upewnij się, czy miejsce do którego chcesz podejść jest bezpieczne. Załóż rękawiczki.
    2. Wezwij pogotowie.
    3. Zapewnij poszkodowanemu dostęp świeżego powietrza.
    4. Ułóż poszkodowanego w pozycji półsiedzącej lub wygodnej dla niego.
    5. Dowiedz się, czy poszkodowany ma przy sobie leki, które powinien zażyć. Znajdź je i daj poszkodowanemu aby mógł je sobie zaaplikować.
    6. Uspokój poszkodowanego.
    7. Co minutę kontroluj stan poszkodowanego.
    8. Jeżeli poszkodowany stracił przytomność postępuj zgodnie z TYM schematem.

    piątek, 31 października 2014

    Upadek z wysokości - postępowanie w przypadku urazów kręgosłupa.

    Plac zabaw. Niesforny kilkulatek wspina się na dach domku. Wysokość to jakieś 3 - 3,5 metra. Jego poczynania dostrzega mama. Krzyczy głośno: "Adaś, Adaś schodź stamtąd, bo spadniesz"! Chłopczyk spogląda na mamę, traci równowagę i spada z dachu domku. Przerażona matka podbiega do leżącego na ziemi chłopca, bierze go na ręce i krzycząc "Adaś, Adaś synu" biegnie w kierunku bloku, w którym najprawdopodobniej mieszka*.

    Na 97 dzieci, które trafiły do Centrum Rehabilitacji w Konstancinie z podejrzeniem urazu kręgosłupa - 69 to osoby poszkodowane w wypadku komunikacyjnym, a 28 spadło z wysokości, z czego 20 dzieciaków spadło z drzewa lub dachu, a kolejna 8 z piętra budynku.

    Zawsze gdy dziecko spadnie z krzesła czy z łóżka opiekunowie zastanawiają się czy coś mogło mu się stać. Jeżeli pod uwagę bierzemy jedynie urazy kręgosłupa, w takim przypadku za niebezpieczny uznaje się upadek z wysokości przekraczającej wzrost osoby poszkodowanej. 

    Pamiętać jednak musimy, że zarówno w wyniku wypadków komunikacyjnych, jak i upadków z wysokości oprócz urazów kręgosłupa dziecko mogło doznać urazu głowy, miednicy, kości oraz narządów wewnętrznych.

    Czego nie powinniśmy robić?
    Dla każdego z nas wypadek dziecka to sytuacja stresująca. Doskonale wiem, że rodzic, gdy jego dziecku dzieje się krzywda chce je przytulić, czy na własną rękę zawieźć do szpitala - bo tak będzie szybciej. Jednak w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawienie dziecka w miejscu, w którym leży (chyba, że zagraża mu niebezpieczeństwo), stabilizowanie kręgosłupa szyjnego i kontrola stanu poszkodowanego. Dzięki takiemu postępowaniu nie pogłębimy urazów, które mogły wystąpić u dziecka.

    Jak należy się zachować w sytuacji, gdy u poszkodowanego podejrzewamy uraz kręgosłupa?
    1. Sprawdź czy miejsce, w którym się znajdujesz jest bezpieczne,  czy np. inne osoby nie są zagrożone upadkiem z wysokości. 
    2. Załóż rękawiczki.
    3. Jeżeli jest to możliwe podchodź do poszkodowanego tak, aby Cię widział (ograniczy to ruchy głową).
    4. Oceń stan osoby poszkodowanej.
    5. Wezwij pomoc.
    6. Jeżeli poszkodowany jest przytomny - nie pozwalaj mu poruszać się, a zwłaszcza próbować wstawać. Poszkodowanego nieprzytomnego nie podnoś, nie przenoś chyba, że pozostanie w miejscu, w którym się znajduje zagraża jego bezpieczeństwu.
    7. Stabilizuj ręcznie odcinek szyjny kręgosłupa poszkodowanego. 
    8. Co minutę kontroluj stan poszkodowanego.
    9. Jeżeli poszkodowany nie oddycha, lub oddech jest nieprawidłowy rozpocznij resuscytację krążeniowo - oddechową. 
    10. Pamiętaj, że po upadku z wysokości poszkodowany oprócz urazu kręgosłupa może mieć urazy głowy, kończyn, miednicy czy obrażenia narządów wewnętrznych.
    Stabilizacja odcinka szyjnego kręgosłupa.

    Pamiętaj!
    Podnoszenie dziecka, przenoszenie go, podkładanie mu czegoś miękkiego pod głowę czy samodzielny transport do szpitala, w przypadku podejrzenia urazu kręgosłupa, może bardziej zaszkodzić niż pomóc. 


    * historyjka została całkowicie przeze mnie wymyślona, a imię dziecka jest przypadkowe. 

    sobota, 18 października 2014

    Dzieciaki Ratują od roku!

    Rok... 
    Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę pisać blog, na który każdego dnia będzie zaglądać kilkaset osób - nie uwierzyłabym. 

    A jednak...
    Pomysł przyszedł po pewnych zajęciach, które prowadziłam dla Grupy Ratownictwa PCK Ostrowiec i strażaków z JRG 1 KP PSP w Ostrowcu Świętokrzyskim, a w których udział brały również dziewczynki. Wraz z pomysłem pojawiło się milion pytań: czy będę miała czas, czy teksty będą jasne dla czytelników no i najważniejsze - czy główne bohaterki nie zniechęcą się do pierwszej pomocy. Udało się! Mimo na prawdę małej ilości wolnego czasu staram się pisać dla Was co tydzień. Dzieciaki nie zniechęciły się do zabawy w pierwszą pomoc, wręcz przeciwnie - spodobało im się.

    Dzieciaki Ratują to nie tylko nasza czwórka.
    Wszystkie teksty są mojego autorstwa. Niektóre powstawały na prośbę moich bliższych lub dalszych znajomych ale większość z nich sczytywała, sprawdzała i poprawiała moje błędy gramatyczne Kinga Matałowska. Gdyby nie ona w pewnym momencie blog mógł przestać istnieć. Wraz z Wiolą Sochą zmotywowały mnie do dalszej pracy. To Wiola utworzyła nasz fanpage na facebooku. Kolejnym "motywatorem" jest Piotr Witoń, strażak z którym pracuję i z pomocą którego powstają teksty dotyczące bezpieczeństwa pożarowego. Piotr nie jest jedynym mężczyzną, który ma swój wkład w naszego bloga. Tomek Snoch to kolejna osoba, która bezinteresownie poświęciła nam swój czas. Choć sam jest pracującym tatom małej Igi, w wolnych chwilach rysuje dla Dzieciaków postać Izy. Blog to nie tylko teksty. O to aby wszystko ładnie wyglądało i grało od strony technicznej dba Weronika Post - młoda, ambitna osóbka, która dzielnie znosi moje pomysły i wprowadza je w życie, a nasz baner jest jej autorstwa. Dlaczego piszę o nich wszystkich? Są cichymi współtwórcami naszego bloga. Nigdy nie prosili, żeby o nich wspomnieć. Wręcz przeciwnie. Niektórzy zagrozili, że jak jeszcze raz o nich napiszę to pożałuję... Napisałam bo ich pomoc jest całkowicie bezinteresowna, a dla mnie na prawdę wiele znaczy.

    Zauważyli nas.
    Pierwszą osobą, która napisała o nas w sieci jest Malwina Ferenz. To ona na Dzieciowo mi, w "piątku z blogującą mamą" zaprezentowała nasz blog. Choć nie znam Malwiny osobiście, dzięki wsparciu jakie mi okazała w tekście "Heil hejter" stała mi się bardzo bliska. Gdy trzy tygodnie temu odebrałam maila od Sylwii Niemczyk z serwisu babyonline byłam bardzo zaskoczona. Z naszej rozmowy postał wywiad oraz felieton.

    Najważniejszy jesteście Wy.
    Zaufaliście nam i odwiedzacie nas każdego dnia. Bardzo mnie to cieszy, bo im więcej osób się u nas pojawia tym większa szansa na przekonanie Was, że udzielanie pierwszej pomocy jest dziecinnie proste. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Zarówno te z konstruktywnymi uwagami, jak i te bardzo bardzo miłe. Obraźliwych nie publikuję - taka moja zasada. 

    Co dalej?
    Jak dobrze wiecie blog tworzymy "po godzinach" i niestety czasu mamy coraz mniej. Mimo to dalej będziemy dla Was pisać. Nie wyczerpaliśmy całej tematyki dotyczącej pierwszej pomocy. W mojej głowie pojawiają się nowe tematy mówiące o bezpieczeństwa dzieciaków. Pojawią się nowe przygody Izy. Odwiedzajcie nas i proponujcie tematy!



    Za zaufanie dziękujemy również:

    wtorek, 14 października 2014

    Jedzie karetka jedzie... tylko czy przejedzie?

    Pomysł na napisanie tego tekstu poddała mi, zupełnie tego nieświadoma koleżanka, również ratowniczka medyczna. Umieściła na swojej facebookowej tablicy filmik, który Wy możecie zobaczyć poniżej. 

    Ale do rzeczy.
    Wiele osób uważa, że kierowcy karetek pogotowia ratunkowego nadużywają sygnałów dźwiękowych. Włączają je według własnych upodobań, po to aby jak najszybciej przejechać przez zakorkowane skrzyżowanie. Niektórzy skarżą się, że zarówno karetki pogotowia jak i wozy straży pożarnej mają za głośne sygnały dźwiękowe i kierowcy niepotrzebnie używają ich w nocy, zakłócając sen. 

    Czy faktycznie tak jest? Czy jazda na sygnałach to wielka frajda dla kierowców samochodów uprzywilejowanych? Mam nadzieję, że tata Dzieciaków, który jest Ratownikiem Medycznym - kierowcą dokładnie Wam to wyjaśni.

    Czy kierowanie pojazdem uprzywilejowanym, który używa sygnałów świetlnych i dźwiękowych to "frajda"? Jadąca na sygnale karetka na pewno sprawia frajdę patrzącym na nas dzieciom. Dla mnie jako kierowcy - ratownika jest to praca obarczona ogromnym ryzykiem. Mimo włączonych sygnałów świetlnych i dźwiękowych, które pozwalają mi na niestosowanie się do przepisów ruchu drogowego muszę być bardzo skupiony i muszę zwracać uwagę na zachowanie innych uczestników ruchu drogowego. Niestety wielu kierowców słysząc nadjeżdżającą karetkę nie wie jak ma się zachować i np. zatrzymuje nagle swój pojazd na środku ulicy.

    Mieszkańcy wielu miast uważają, że nadużywacie sygnałów dźwiękowych, włączacie je kiedy chcecie, najczęściej dojeżdżając do zakorkowanego skrzyżowania. Sygnały świetlne i dźwiękowe używane są w sytuacji, gdy stan poszkodowanego wymaga jak najszybszego dojazdu do niego, a później do szpitala. Gdy jedziemy do poszkodowanego, to dyspozytor po przyjęciu zgłoszenia decyduje czy jedziemy w kodzie K1, K2 - czyli z użyciem sygnałów świetlnych i dźwiękowych lub K5 - bez użycia sygnałów. Po dotarciu do poszkodowanego, ocenie jego stanu, zabezpieczeniu, podaniu leków to kierownik zespołu ratownictwa medycznego decyduje czy karetka będzie poruszać się z użyciem sygnałów świetlnych i dźwiękowych.

    A noc? Przecież nocą ruch jest mały? Po co używacie sygnałów dźwiękowych. Czy nie możecie używać tylko sygnałów świetlnych? Zgodnie z zapisami Kodeksu Ruchu Drogowego samochód uprzywilejowany to taki, który używa sygnałów świetlnych i dźwiękowych łącznie. Jeżeli dostajemy dyspozycję jazdy w kodzie K1, K2 poruszamy się na sygnałach świetlnych i dźwiękowych. My na prawdę nie robimy tego dla zabawy, chęci zaszpanowania, a w celu ratowania ludzkiego życia. Gdybym nie musiał, nie używałbym sygnałów, bo niektórzy kierujący słysząc nas czy widząc w lusterku nie wiedzą jak mają się zachować.

    A jak powinni zachowywać się inni użytkownicy dróg widząc, czy słysząc jadącą za nimi karetkę na sygnałach? Po pierwsze nie powinni nagle zatrzymywać swoich samochodów tuż przed nami. Wystarczy zjechać lekko na lewą lub prawą stronę, tak aby ułatwić nam przejazd. Myślę, że najlepiej wytłumaczyli to kierowcy - ratownicy z Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego w materiale filmowym, który możecie obejrzeć poniżej.

    środa, 8 października 2014

    Widelec w gniazdku czyli porażenie prądem.

    Jak już wspominałam kilka postów wcześniej dzieci najczęściej ulegają wypadkom w domu, w miejscu które powinno być dla nich jak najbardziej bezpieczne. Niestety, choćbyśmy nasz dom przerobili na twierdzę, wypadki zdarzać się będą. Sama się o tym przekonałam. Nie zmienia to jednak faktu, że pewnych zdarzeń możemy uniknąć. W naszym domu, choć Dzieciaki niemowlakami już nie są, we wszystkich gniazdkach mamy pozakładane plastykowe zabezpieczenia. Takie małe, białe kółeczka z bolcami, które z gniazdka wyjąć można przy użyciu dołączonego do zestawu kluczyka. Dzięki temu mam pewność, że żadna nie włoży do gniazdka np. śrubokrętu, spinki do włosów czy tytułowego widelca. Dziewczynki również nie obsługują samodzielnie urządzeń podłączonych do prądu np. suszarki do włosów czy miksera kuchennego.

    W przypadku porażenia prądem elektrycznym obrażenia powstają na skutek wejścia prądu do ciała i jego przejścia przez tkanki. Urazy, które powstają spowodowane są działaniem prądu na czynność narządów wewnętrznych oraz wytwarzaniem ciepła podczas przechodzenia przez ciało. Najpoważniejszą konsekwencją porażenia prądem są zaburzenia rytmu serca. Dodatkowe obrażenia to przede wszystkim oparzenia powstające w miejscu wejścia i wyjścia prądu.

    Jak postępować w przypadku porażenia prądem:
    1. Oceń bezpieczeństwo! Zanim podejdziesz do poszkodowanego wyłącz dopływ prądu dla pomieszczenia w którym się znajduje. Odsuń źródło prądu przy użyciu przedmiotu nie przewodzącego go (np. plastikowa lub drewniana szczotka).  Jeżeli nie jesteś pewien czy poszkodowany ma nadal styczność  z prądem swoje postępowanie ogranicz do wezwania straży pożarnej oraz pogotowia ratunkowego! Ciało ludzkie w 60% składa się z wody i jest doskonałym przewodnikiem prądu.
    2. Oceń stan poszkodowanego.
    3. Wezwij pogotowie.
    4. W przypadku braku oddechu rozpocznij Resuscytację Krążeniowo – Oddechową.
    5. Jeżeli poszkodowany jest nieprzytomny ale ma zachowane funkcje życiowe opatrz widoczne rany.
    6. Co minutę kontroluj funkcje życiowe poszkodowanego. 

    PAMIĘTAJ!!!
    Twoje bezpieczeństwo jest najważniejsze!
    Woda jest bardzo dobrym przewodnikiem prądu! 
    Jeżeli nie masz pewności, że poszkodowany nie ma kontaktu z prądem nie dotykaj go! 

    Jak już pisałam, w naszym domu gniazdka wyglądają jak na zdjęciu poniżej. Robiąc zdjęcia do tego posta poprosiłam Młodszego Dzieciaka, żeby wyjęła białą wtyczkę z gniazdka. Po dwóch próbach popatrzyła na mnie i powiedziała: "a daj mi spokój! Nie widzisz, że się nie da?!"

    czwartek, 2 października 2014

    Żadna rozmowa telefoniczna nie jest ważniejsza od czekających w domu dzieci!

    Jedziemy na wczasy. Za oknem gorąc, dobrze że mamy klimatyzację w samochodzie, to jakoś przetrwamy naszą kilkugodzinną podróż. Nie zdążyliśmy przejechać 200 kilometrów - dzwoni telefon Taty Dzieciaków.
    - "Zobacz kto dzwoni"- prosi.
    - "Karol" - odpowiadam.
    - "To odbież i zapytaj co chce"- dodaje tata Dzieciaków.
    - "Cześć Karol" - mówię.
    - "O! Kasia Cześć. Jest gdzieś obok Ciebie Tata Dzieciaków?" - pyta nasz znajomy.
    - "Tak. Jest. Prowadzi samochód." - odpowiadam. "Coś mu przekazać"? - dodajeę po chwili.
    - "A nie możesz dać mu na chwilę telefonu?" - prosi kolega.
    - "Nie, bo prowadzi samochód. Oddzwoni jak się zatrzymamy". - powiedziałam.

    Czy Wam zdarza się rozmawiać podczas jazdy samochodem przez telefon, który nie jest podłączony do zestawu głośnomówiącego? Mnie nie. Prowadzę - nie odbieram telefonu, nie odczytuję i nie piszę smsów! Każda rozmowa może poczekać te kilka, kilkanaście minut. Dlaczego o tym piszę?

    W maju 2014 roku TNS Polska, na zlecenie Fundacji PZU przeprowadził, metodą wywiadów telefonicznych, badanie opinii publicznej. Rozmowy zostały przeprowadzone z 500 kierowcami i 500 pasażerami w wieku 15 lat i więcej. Pełen raport.

    Jakie są wyniki?
    • 87% kierowców przyznaje się do przekraczania prędkości,
    • 69% osób w wieku 30-39 lat przyznaje się, że podczas jazdy używa telefonu komórkowego.
    Przygotowany raport pokazał, że bardzo duży wpływ na zmianę zachowania kierującego mają jadący z nim pasażerowie.
    • 3/4 kierowców jedzie ostrożniej gdy wiezie ze sobą dziecko,
    • 39% zachowuje się inaczej gdy jedzie samemu, niż gdy jedzie z pasażerem,
    • największy wpływ na kobiety ma mąż/partner,
    • największy wpływ na mężczyznę ma przyjaciel,
    • prawie połowa kierowców zmienia zachowanie pod wpływem uwag pasażerów.
    W naszym przypadku słowo "zwolnij" działa w obie strony. Zarówno gdy tata Dzieciaków prosi o to mnie, i gdy ja proszę o to jego.

    Kierowcy najczęściej słyszą uwagi dotyczące:
    1. Nadmiernej prędkości.
    2. Niebezpiecznego wyprzedzania.
    3. Wyprzedzania w niedozwolonym miejscu.
    4. Niezapinania pasów.
    5. Zbyt wolnej jazdy.
    Pasażerowie najczęściej zwracają uwagę na:
    1. Nadmierną prędkość.
    2. Niezapinanie pasów.
    3. Wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu.
    4. Korzystanie z telefonu komórkowego bez zestawu głośnomówiącego.
    5. Jazdę pod wpływem alkoholu.
    Kampania PZU „Kochasz? Powiedz STOP Wariatom Drogowym", to akcja skierowana  przede wszystkim do bliskich kierowców. Zamiast szokować skutkami brawurowej jazdy, skupia się na pozytywnym przekazie. Działania edukacyjne mają zachęcić pasażerów do reagowania na niebezpieczne zachowania i pokazywać, jak poskromić „wariata drogowego”. Symbolem kampanii jest niebieskie serduszko, które z gotowym lub osobistym tekstem, umieszczone w samochodzie, ma przypominać kierowcy, że jest kochany i ze względu na czekających na niego bliskich powinien jechać ostrożnie.

    Serduszko możesz je dostać w każdym oddziale PZU lub u agenta ubezpieczeniowego.

    Więcej informacji na temat Kampanii znajdziecie TUTAJ

    Jesteś kreatywny? Masz pomysł na hasło? Spróbuj swoich sił w KONKURSIE, który trwa do 31 grudnia 2014r.
     

    poniedziałek, 22 września 2014

    Na grzyby, na grzyby... byle się nie zatruć!

    W naszym kraju zbieranie grzybów jest tradycją, kultywowaną przez wiele rodzin. Ja ze swojego dzieciństwa doskonale pamiętam leśne wędrówki i wiaderka pełne grzybów. Teraz na grzyby nie chodzę, za to mój teść - zapalony grzybiarz, gdy ma tylko okazję jedzie do lasu. Niestety, choć lekarze przestrzegają, co rok zdarza się tragiczny w skutkach finał grzybobrania. Tragiczny dla dziecka. Ja grzyby jadam. Ale Dzieciaki nie. Nie podaję im grzybów pod żadną postacią. Dlaczego?

    Grzyby są ciężkostrawne.
    Ich strawność uzależniona jest od budowy komórkowej owocnika (czyli nóżki i kapelusza). Ściana komórkowa zbudowana jest z chityny, czyli cukru złożonego, który opiera się naszym sokom trawiennym.

    Grzyby mają niską wartość kaloryczną.
    Wynosi ona 23-34 kcal/100g świeżych grzybów.

    Grzyby to w większości woda.
    Zawartość wody w świeżych grzybach to 70-90%.

    Oczywiście, grzyby składają się również z takich związków jak:
    1. Białko, którego w grzybach jest 3-9%, a jego przyswajalność jest rzędu 60-90%, czyli całkiem podobna do mięsa. 
    2. Węglowodany - stanowią 1-6% masy grzybów. 
    3. Tłuszcz - 0,5-3,5%.
    4. Witaminy - E,K,B1,B2,PP.
    5. Sole mineralne - 1%.
    W owocnikach grzybów, które rosną w okolicach przemysłowych stwierdzono zwiększona zawartość rtęci, a przy ruchliwych trasach - znacznie większą ilość ołowiu.

    Zbierając grzyby należy pamiętać o kilku ważnych zasadach.
    1. Zbieramy grzyby tylko dobrze znane.
    2. Nie zbieramy grzybów starych, zwiędniętych.
    3. Nie zbieramy grzybów do opakowań z tworzyw sztucznych. Przechowujemy je w suchym, przewiewnym miejscu tak, aby nie pleśniały.
    4. Nie oceniamy grzybów na podstawie smaku. Muchomor sromotnikowy ma bardzo łagodny smak, a jego niewielka ilość może doprowadzić do ciężkich uszkodzeń wątroby, a nawet zgonu.
    5. Między książki włóżcie przesądy mówiące o ciemnieniu cebuli czy czernieniu srebrnej łyżki, po włożeniu ich do potraw z grzybów trujących.
    6. Kupując grzyby zawsze proś o pokazanie atestu.
    Jakich objawów nie należy lekceważyć?
    Jeżeli po spożyciu grzybów wystąpią:
    • osłabienie, 
    • ból głowy,
    • ból brzucha,
    • biegunka,
    • wymioty,
    • zaburzenia widzenia,
    • zaburzenia równowagi, 
    • duszność,
    • porażenie kończyn,
    • silne pragnienie,
    • gorączka, 
    • halucynacje
    należy jak najszybciej wezwać pogotowie!
    Objawy te mogą ujawnić się w czasie 0,5 - 24 godzin od spożycia posiłku.

    Zatrucie muchomorem sromotnikowym, które jest najczęstszym i najgroźniejszym, przebiega w 4 fazach.
    Pomorskie Centrum Toksykologii 

          

    Co zrobić w przypadku zatrucia?
    1. Udaj się jak najszybciej do lekarza. Jeżeli stan zdrowia poszkodowanego na to nie pozwala, wezwij Pogotowie Ratunkowe.
    2. Jeżeli masz taką możliwość zabezpiecz spożywaną potrawę i przekaż lekarzowi w szpitalu. Ułatwi to identyfikację substancji trującej. 
    3. Nie podawaj poszkodowanemu odtrutek w postaci mleka czy alkoholu.
    4. Jeżeli poszkodowany jest nieprzytomny, postępuj zgodnie z TYM schematem.

    PAMIĘTAJ!!!
    Nie czekaj na samowyleczenie!  
    Przy zatruciu muchomorem sromotnikowym występuje fazapozornej poprawy.

    środa, 10 września 2014

    O! Rany!

    "Kasia, napisz na blogu o ranach". - poprosiła moja kuzynka. "Ostatnio upadlam na żużel. Zdarłam rękę i nogę, a te czarne kamyki miałam w ranie. Paweł kazał mi lać na ranę wodę utlenioną. Lałam i myślałam że zemdleję z bólu! Już miałam do Ciebie dzwonić" - dodała. "No tak" - pomyślałam. "Wylewanie wody utlenionej bezpośrednio na ranę - standard".

    Jak to właściwie z tymi ranami jest?

    1. W ranach się nie grzebie.
    Nie, nie to nie żart! Wasze dziecko nigdy nie było ciekawe co tam jest w tej zadrapanej nodze? Nigdy nie szukało robaczka w ranie (to pomysł 4 lata, który usłyszałam podczas prowadzenia zajęć w przedszkolu)? Rodzice, ten punkt to bojowe zadanie dla Was. Wytłumaczcie swoim dzieciakom, że takie poszukiwania  mogą jeszcze bardziej zabrudzić ranę, mogą utrudniać jej gojenie.

    2. Ran się niczym nie zalewa, nie smaruje i nie zasypuje.
    I tu zapewne zaczynacie się zastanawiać - "a co z wodą utlenioną"? A no nie ma! Idąc na spacer z Dzieciakami nie mam przy sobie apteczki. Mam za to wodę mineralną i gazik do dezynfekcji, co w zupełności mi wystarcza. Pamiętajcie, że krew która wypływa z rany, samoistnie ją oczyszcza. Jeżeli miejsce zranienia  zabrudzone jest piaskiem czy np. żużlem ranę najlepiej umyć bieżącą wodą z mydłem. Nie ma potrzeby aby wylewać bezpośrednio na ranę wodę utlenioną. Jeżeli chcemy zdezynfekować ranę robimy to przy użyciu gazy nasączonej środkiem do dezynfekcji. Woda utleniona może opóźniać gojenie się rany. Nie smarujcie, ani nie zasypujcie świeżych ran kremami czy zasypkami.
    Ranę dezynfekujemy gazikiem nasączonym środkiem do dezynfekcji.

    3. Na ranę zakładamy w miarę jałowy opatrunek.
    Każdą ranę należy zabezpieczyć przed zabrudzeniem, zakładając na nią opatrunek, który powinien być dobierany do wielkości i rodzaju rany. W przypadku krwotoku będzie to opatrunek uciskowy. Na małe zadrapania wystarczy plaster z opatrunkiem, ranę w którą mamy powbijane odłamki szkła, opiłki metalu założymy opatrunek osłaniający/chłonący.

    Tu są szkiełka z rozbitej szyby...
    Jeżeli nie masz przy sobie żadnych środków opatrunkowych, a rana mocno krwawi, do jej opatrzenia użyj elementów odzieży poszkodowanego (nie dlatego, żaby nie zniszczyć swojego ubrania ale ze względu na florę bakteryjną).
    Opatrunek chłonący. Gaza, którą delikatnie przybandażujemy.

    Wata, lignina czy chusteczka higieniczna nie są dobrymi środkami opatrunkowymi gdyż przyklejają się do rany.

    4. Ciał obcych z ran nie usuwamy.
    Ciało obce tkwiące w ranie jest korkiem, po wyjęciu którego możemy doprowadzić do dużego krwotoku. Jak postąpić w przypadku ciała obcego w ranie?

    Ciał obcych z ran nie usuwamy.

    5. Pamiętajcie o własnym bezpieczeństwie!
    Powinnam o tym napisać na samym początku. Udzielanie pierwszej pomocy może być niebezpieczne. Pamiętajcie, że z krwią przenoszą się bardzo groźne dla naszego organizmu wirusy. Udzielając pierwszej pomocy zawsze zakładaj rękawiczki lateksowe. Dzieciaki nie mają na rączkach rękawiczek, bo są na nie za duże.

    poniedziałek, 8 września 2014

    Jak my to robimy?

    Na temat naszego bloga słyszę i czytam wiele różnych opinii. Jedni twierdzą, że jestem - delikatnie mówiąc - nienormalna, ucząc Dzieciaki udzielania pierwszej pomocy, inni chwalą naszą inicjatywę, kolejni są zdziwieni, że Dzieciaki tak grzeczne i chętnie pozują do zdjęć. Ci, którzy mają dzieci, doskonale wiedzą, że zrobienie pozowanego zdjęcia czasem graniczy z cudem. U nas jest dokładnie tak samo.

    Jeżeli chodzi o podział na "ratownika" i poszkodowanego, role rozłożyły się bardzo naturalnie. Na początku Starszy dzieciak był "ratownikiem", a młodszy poszkodowanym. Teraz wszystko się odwróciło - młodsza jest "ratownikiem", a starsza poszkodowanym. Młodszy dzieciak chętnie uczy się jak zakładać opatrunki, a starszy uwielbia jak robię jej sztuczne rany.

    Ktoś mi zarzucił, że zmuszam Dzieciaki do nauki udzielania pierwszej pomocy - w żadnym wypadku! Dla nich jest to świetna zabawa. Gdy pytam - "bawimy się w ratowanie" - Dzieciaki krzyczą - "tak, tak" i od razu dzielą kto ratuje, a komu mama robi rany. Jest przy tym mnóstwo śmiechu, zabawy ale i nauki! Starszy Dzieciak, gdy miał zszywaną głową nie bał się ani krwi, ani szpitala. Rozbite kolana też nie są dla nas niczym strasznym. 

    Spróbujcie sami! Wystarczy czerwona pomadka, gaza, bandaż i plaster!

    Nasze "kosmetyki".
    Nic nie sprawia tyle radości jak układanie siostry w pozycji bezpiecznej.

    Rana głowy - próbujemy się nie uśmiechać!

    Nie trafiła do oka - i znów pełno śmiechu!

    wtorek, 2 września 2014

    Wpadłeś mi w oko…

    Nie, nie zakochałam się, nie tym razem. Dziewczynki póki co też nie mają na oku żadnego młodzieńca. Zdarza się jednak czasami, gdy zdejmą okulary że do oka wpada „coś”. Chyba każdy z nas doświadczył  w swoim życiu ciała obcego znajdującego się w oku. Najczęściej są to paprochy, piasek, małe muchy czy rzęsy. Przebywanie w miejscu prac budowlanych, o dużym zapyleniu i zanieczyszczeniu powietrza zwiększa ryzyko dostania się ciała obcego do oka. Dla dzieciaków to piaskownica czy plaża są miejscem, gdzie to ryzyko się zwiększa (bo przecież nie ma niczego fajniejszego jak sypanie paskiem w koło).

    Powierzchowne ciała obce należą do najczęstszych urazów oka. Znacznie groźniejsze są przedmioty, które dostają się do oka z dużą siłą i głęboko penetrują gałkę oczną. Dochodzi do tego m.in. podczas kucia metalu, rąbania drewna czy w wypadkach komunikacyjnych.

    Postępowanie w przypadku ciała obcego znajdującego się w oku w dużym stopniu zależy od jego rozmiaru.

    1. Jeśli do oka dostał się np. piasek, muszka czy paproch:
    • nie pozwól, aby poszkodowany pocierał oko,
    • postaraj się wyjąć znajdujący się w oku przedmiot przy użyciu rożka chusteczki,
    • ciało obce możesz usunąć płukając oko solą fizjologiczną lub bieżącą wodą czy wodą mineralną z butelki polewając oko od strony nosa,
    • do płukania oka możesz użyć specjalnego aparatu (do nabycia w sklepach medycznych). 
    Płuczemy oko solą fizjologiczną. Małe ampułki warto mieć w domowej apteczce.
    Aparat do płukania oka.

    2. Jeśli istnieje ryzyko, iż drobny przedmiot jest wbity w tkanki oka np. opiłek metalu:
    • zasłoń oczy czystymi gazikami, aby ograniczyć ruch gałek ocznych i skonsultuj się z lekarzem,
    • wytłumacz poszkodowanemu dlaczego musiałeś zasłonić mu oczy, żeby nie wpadł w panikę.
    W przypadku wbitego ciała obcego zasłoń poszkodowanemu oczy.

    3. Jeśli w oku poszkodowanego tkwi duży przedmiot np. ołówek, nożyczki:
    • nie wyciągaj ciała obcego z oka,
    • wezwij pogotowie ratunkowe,
    • zabezpiecz przedmiot tak, aby nie wypadł z rany. 
    Szczegółowe zasady postępowania w przypadku ciała obcego wbitego w ranę znajdziesz TUTAJ.

    piątek, 22 sierpnia 2014

    Butelka jak słoń... bo dzieci widzą rzeczy inaczej!


    Plakat Holenderskiej kampanii „Children see things differently”.
    Malowanie pokoiku Dzieciaków trwa w najlepsze. Jeszcze dwa dni i będzie wielkie sprzątanie… Zastanawiacie się pewnie co ma wspólnego malowanie, sprzątanie i udzielanie pierwszej pomocy?  Ma bardzo wiele! Pomijając fakt, że tata Dzieciaków mógłby spaść z drabiny i trochę się potłuc albo połamać, to nasze Dzieciaki mogą w takich warunkach również ulec wypadkowi. I nie mam na myśli wspinaczki po drabinie.


    Do ostrych zatruć substancjami chemicznymi lub środkami czystości u dzieci dochodzi najczęściej właśnie podczas remontów czy generalnych porządków, wtedy gdy nasza uwaga skoncentrowana jest na jak najszybszym pozbyciu się bałaganu, a maluchy krzątają się wokół nas. Zatrucia wśród dzieci do 5 roku życia są całkowicie przypadkowe, spowodowane chęcią poznawania tego co nowe, kolorowe (płyny do mycia naczyń, podłóg, tabletki, syropy – wszystko ma takie soczyste kolory). W okresie dojrzewania 90% zatruć to próby samobójcze, którym najczęściej poddają się dziewczynki w wieku 12-14 lat. Większość prób polega na celowym spożyciu leków.


    Niestety najczęściej do zatruć dochodzi w naszych domach, a spowodowane jest to nieodpowiednim przechowywaniem zarówno leków jak i środków czystości (np. przelewaniem ich do butelek po napojach). U nas dzieciaki nie mają do nich żadnego dostępu. Środki chemiczne znajdują się w kuchni, zamknięte w szafce nad lodówką (w łazience spokojnie miały by do nich dostęp). Podobnie jest z lekami. Gdy babcia dzieciaków biorąc swoją codzienną porcję tabletek, zapytana co to, powiedziała im, że to takie cukierki od razu się wtrąciłam i całą sytuację wyjaśniłam, prosząc babcię o nazywanie rzeczy po imieniu. Leki to leki – zakazane dla dzieci.


    Co dzieje się z dzieckiem, które spożyło substancję chemiczną?

    Do najczęstszych objawów zaliczyć należy:

    • wymioty,
    • silne  ślinienie,
    • ból brzucha,
    • ból jamy ustnej,
    • oparzenia w obrębie ust i języka,
    • trudności w oddychaniu,
    • utrata przytomności.


    Co zrobić gdy dziecko połknie substancję chemiczną?
    1. Wezwij pogotowie ratunkowe!
    2. Jeśli wiesz, co połknęło dziecko zabezpieczyć pojemnik z substancją i dostarcz go do szpitala. 
    3. Gdy dziecko się krztusi postępuj zgodnie z TYM opisem. 
    4. W przypadku utraty przytomności postępuj NASTĘPUJĄCO.

    Czego NIE WOLNO robić w przypadku połknięcia substancji chemicznej?

    1. Nie prowokuj wymiotów! Układ pokarmowy został już raz oparzony. Wymioty spowodują ponowne uszkodzenia. Dodatkowo możesz doprowadzić do zachłyśnięcia!
    2. Nie podawaj dziecku żadnych płynów do picia (wody, mleka). Substancji chemicznej nie rozcieńczysz jedną lub dwiema szklankami wody. Możesz powiększyć objętość substancji w żołądku, a co za tym idzie doprowadzić do wymiotów, które w takiej sytuacji są niebezpieczne! 
    3. Nie neutralizujemy płynem o przeciwnym pH – połączenie zasady i kwasu powoduje reakcję chemiczną z wydzieleniem dużej ilości ciepła. Tym samym do oparzenia chemicznego dojdzie jeszcze oparzenie termiczne.


    Dbaj o bezpieczeństwo dzieci i sprawdź swoje mieszkanie!

    1. Zlokalizuj wszystkie niebezpieczne substancje znajdujące się w Twoim w domu, szczególnie środki czystości, lekarstwa, baterie. Schowaj je w miejscu, niedostępnym dla dziecka.
    2. Zrób przegląd zabawek z bateriami i sprawdź dokładnie zamknięcia i dokręć je. Jeśli zabezpieczenie jest uszkodzone usuń baterie z zabawki.